Odpowiada Adam Jarczyński – dyrektor generalny Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety.

Chyba mieszkamy na tym samym osiedlu, bo doświadczam podobnej sytuacji. Wychodzę o poranku ze swojej klatki, potykam się o zabawki dzieci (z dnia poprzedniego) i przechodzę obok biura panów, którzy trzymają pieczę nad porządkiem. Pozwolę sobie zaprezentować, jak ja daję sobie radę w tych okolicznościach. Mijając budkę, do której podchodzę jak najbliżej, wydłużając tym samym drogę do furtki, mówię: „Dzień dobry”. Gdy wracam z pracy, a w budce są ci sami panowie, to wykonuję tzw. kurtuazyjne kombo: uśmiecham się (nawet jak w pracy czegoś nie „dowiozłem”), podnoszę rękę (coś na kształt międzyplanetarnego powitania i aż kusi mnie, by zrobić to, z czego był znany Spock, ale to by było chyba zbyt hermetyczne) i na koniec lekko się kłaniam. Innymi słowy, nie czekam, wręcz brutalnie atakuję uprzejmością (ale niewymuszoną) i również ją otrzymuję, bo czasem nawet z daleka podnosimy w geście pozdrowienia ręce. Mówić ponownie „Dzień dobry” nie trzeba, bez względu na to, czy to podwórko, czy korytarz w firmie – kontakt wzrokowy i uśmiech wystarczą.

A co do tego, kto powinien kłaniać się pierwszy (pomijając względy protokolarne, bo nie chciałbym pana zanudzać), to klasyk mawiał, że pierwszy kłania się grzeczniejszy.

Czy powinno się odpowiadać na każdą wiadomość na Messengerze?

Ile trzeba poczekać, żeby sprzedać nagrodę wygraną w konkursie?

Ostatni kawałek tortu - jak po niego sięgnąć?