Ten tekst będzie pisany bardzo, bardzo powoli. Z prawej strony mam ekran komputera, z lewej Eurosport 2, a w nim porywający pojedynek Polska - Afganistan, w rozgrywanym w Tajlandii snookerowym drużynowym Pucharze Świata. Trudno mi się skoncentrować zarówno na tekście, jak i na meczu. Przegrywamy - ja z edytorem, rodacy z rywalami.

Trzymam kciuki za Polaków (a jak się można domyślić, pisanie tekstu w ten sposób jest trudne). Kacper Filipiak, piętnastolatek o twarzy cherubinka, został kilka dni temu ogłoszony snookerowym geniuszem i przyszłym mistrzem świata, po tym jak razem z Krzysztofem Wróblem pokonali duet z Hong Kongu i napsuli krwi Szkotom. Jego los i przeznaczenie zostały już zapisane w Wielkiej Księdze Polskich Sportów Narodowych, pozostaje je tylko wypełnić.

Kacper FilipiakKacper Filipiak Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja

Od tamtej pory w redakcji Sport.pl przy telewizorze zbierają się tłumy z całej Agory, jak za najlepszych czasów Adama Małysza, a nad niesamowitym talentem nastolatka z Warszawy (w tym momencie ściskam kciuki jeszcze mocniej, pisanie tekstu zwalnia) rozpływają się komentatorzy. Najpopularniejsi polscy blogerzy sportowi życzą sobie filipiakomani.

To tak, jak ja - ale o tym za chwilę.

Od najpopularniejszych polskich blogerów sportowych, a także od znakomitej większości ludzi, których znam, odróżnia mnie fakt, że nie oglądałem snookera, gdy jeszcze nikt go nie oglądał. Nie trafiłem na niego kilkanaście lat temu podczas skakania po kanałach, nie zatrzymałem się przypadkowo na Screensporcie, nie starczyło mi cierpliwości, aby spróbować go zrozumieć, najpierw z kpiącym uśmieszkiem, potem życzliwą obojętnością, a wreszcie z narastającą fascynacją. Nie przyciągnął mnie ani spokój, ani cierpliwość, ani elegancja zawodników, jakże różna od tych, które znałem z bardziej popularnych i bardziej prostackich dyscyplin.

Nie piszę tego po to, żeby się chwalić. Nie jestem z tego dumny. Po prostu snooker ze swoimi wszystkimi zaletami ciut mnie nudzi. To nie świadczy o snookerze, raczej o moim plebejskim guście. 

Ale życzę snookerowi jak najlepiej. Zwłaszcza w Polsce. Motywację mam niską i przebrzydłą - chciałbym zobaczyć starcie tytanów - z jednej strony ponad stutrzydziestoletnia snookerowa tradycja, armia dżentelmenów w eleganckich kamizelkach i muszkach, z drugiej polski kibic z trąbką. Polski kibic z trąbką jest w stanie przygnieść swoim ciężarem gatunkowym do ziemi niemal każdą dyscyplinę. Czy snooker także?

A polski kibic z trąbką nie zainteresuje się sportem bez rodaka, który bije rywali. Najlepiej Niemców. Dlatego trzymam kciuki z młodego Kacpra Filipiaka.

...snooker w TVP. Maciej Kurzajewski podtyka mikrofon pod nos zawodnikowi w przerwie między frejmami, nie zadając pytań, ale wygłaszając uwagi w stylu "Nie pracowały ci dzisiaj bile w zagraniach kątowych", albo "Widać, że praca nad wsteczną rotacją na zgrupowaniu przynosi efekty".

...a Cezary Żak w studio mówi, że snooker przypomina mu zawód aktora.

...starania o organizację turnieju rankingowego w Warszawie przynoszą efekty. Hala Torwar wypełniona po brzegi wrze. Ochrona na bramkach znalazła i skonfiskowała dziewięćdziesiąt procent trąbek. Tuż przed rozpoczęciem pierwszego pojedynku Kacpra Filipiaka tysiąc gardeł a capella intonuje "Pieśń o Małym Rycerzu".

Kacper FilipiakFot. Shutterstock

... Neil Robertson w wywiadzie dla "World Snooker": "Obaj Polacy zagrali bardzo dobrze, zwłaszcza w końcówkach frejmów, a mi zabrakło zimnej krwi. Osobną sprawą jest atmosfera na trybunach. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, takiej publiczności nie ma nigdzie na świecie.

...kampania rządowa "Stoliki na Orliki" polegająca na wyburzaniu ścianek działowych w administracyjno-biurowych budynkach przy "Orlikach", tak żeby można było wstawić stoły do snookera.

Chciałbym to wszystko zobaczyć.

Sukces snookera w Polsce zrobiłby dobrze mi, ale jest szansa, że znacznie gorzej zrobiłby snookerowi.

Przegraliśmy z Afganistanem 1:4.

Bohdan Pękacki

Fot. Shutterstock, Sebastian Rzepiel / Agencja

Zobacz Inne felietony Bohdana Pękackiego