Ale latem, kiedy starszyzna plemienna na kilka tygodni opuszcza gród w poszukiwaniu mięsa, przypraw i nowych narzędzi, w Trójmieście dzieją się rzeczy niesamowite. Mówimy o nich tzw. przebłyski Warszawy. Wówczas młodzi ludzie wychodzą ze swoich ziemianek, kobiety plotą wianki z mleczu, dzieci kroją obcokrajowców i generalnie wszyscy jesteśmy obsrani pierogami ze szczęścia. I takim właśnie wydarzeniem są zawsze trójmiejskie festiwale.

Festiwali latem w Trójmieście jest tyle, że regularnie zdarzają się kwasy, bo ktoś, kto powinien być na Top Trendach, przychodzi przypadkiem na Open'era i robi aferę, bo nie widzi w programie Trubadurów ani Bajmu, a do tego wszyscy śpiewają po angielsku i skąd on ma kurwa wiedzieć, o czym są te piosenki, i gdyby wiedział, że tak to będzie wyglądać, to zostałby w Elblągu i dalej pasł krowy na rynku. O festiwalu Top Trendy nie ma sensu pisać i to nie dlatego, że już się odbył, ale przede wszystkim dlatego, że Top Trendy śmierdzą cebulą, wobec czego w dzisiejszej lekcji stylu zajmiemy się tylko Open'erem.

Make Life Harder: poradnik na OpeneraMake Life Harder: poradnik na Openera fot. Make Life Harder

Jak wiemy, Open'er to takie otwarte dni Nowego Jorku pod Gdynią, gdzie mamy gwiazdy z zagranicy, zawsze świeci słońce, a ludzie pocą się lacostem. Tyle że po ostatniej edycji dostaliśmy mnóstwo listów z płaczem, bo okazało się, że jednak nie wszyscy się odnajdują. Dlatego kilka uwag.

Na początku od razu taka informacja ogólna. Po akcji z zeszłego roku, kiedy na zakończenie imprezy mieszkańcy Konina na tydzień zabarykadowali się w tojtojach i krzyczeli, że chcą azylu i że prędzej umrą niż wrócą do Konina, po czym rzeczywiście umarli - organizatorzy ogłosili, że mieszkańcy Konina i innych niepoważnych miast mają zakaz wstępu. Tutaj też przypomnienie, że Wałbrzych ma już jedno ostrzeżenie za obrzucanie bananami ludzi z Podlasia. Nieważne jak zabawne to było - organizatorzy nie pozwalają.

Ale do rzeczy. Pierwsza sprawa, i z tym najwidoczniej nikt sobie w ubiegłym roku nie poradził, jest taka, że nigdy nie zadajemy pytań z cyklu "Co to za zespół?", "Co oni grają?" albo "Co to znaczy indie folk?", bo wtedy równie dobrze możesz sobie od razu napisać na czole "Jestem z Ostródy, słucham Happysad", a potem faktycznie przeprowadzić się do Ostródy, ożenić z kozą i przyłączyć do cyrku.

Druga sprawa: jak się ubrać. Należy pamiętać, że Open'er to nie jest wesele rosyjskiego oligarchy ani Festiwal w Sopocie, dlatego unikamy złota, srebra, cekinów, skór, lateksu i futer. Już tradycyjnie największy problem mają z tym mieszkańcy Białegostoku i okolic, dlatego jeśli już musicie zakładać te swoje futra, to chociaż odpuśćcie buławy hetmańskie, korony i berła, bo już nawet w PKP wszyscy się z was śmieją. A tak serio, to jeśli dwa dni przed Open'erem jeszcze nie wiesz, co na siebie włożyć, to może od razu daj sobie siana, zostań w domu i posłuchaj z rodzicami Trójki.

Na koniec należy pamiętać, że unikamy ekspresji i okrzyków, bo to nie jest Woodstock, tylko impreza dla ludzi na poziomie i jeśli chcesz pokrzyczeć, to idź na pole za stodołę i tam sobie zrób Woodstock z kartoflami. I tu przy okazji dziękujemy organizatorom za politykę braku tolerancji dla narkotyków i alkoholu, bo dzięki temu jest bezpiecznie jak u mamy w łonie, a przecież tego się oczekuje od festiwalu muzycznego - poczucia bezpieczeństwa i bliskości z matką. Tak więc teraz 4 dni zabawy w Amerykę, a potem zobaczymy, co z tym promem do Szwecji, bo wiemy, że już teraz są chętni. Był też pomysł z kajakami i faktycznie kajak chyba łatwiej porwać niż prom, ale Lucjan z kolei boi się pstrągów, więc jeszcze nic nie wiadomo.

Zobacz też na Logo24 :

Make Life Harder: jak sobie radzić z upałami

Make Life Harder: urlop w korporacji

Make Life Harder: Warszawa to ciągle wieś