Jest 4 kwietnia. Równo trzy miesiące temu Krzysztof skończył czterdzieści pięć lat. Jak zwykł czynić w urodziny od czterech lat, o północy wyjął kartę SIM z komórki i poszedł spać. Za to rano zrobił coś zupełnie nieprzewidywalnego. Również dla siebie. Wsiadł do granatowego Citroëna C6 - tego samego, z wnętrza którego przygląda się teraz przemoczonym przechodniom na Pięknej - i pojechał do Kampinosu.

Przez parę godzin krążył po puszczy zdezorientowany, a chaos topografii mieszał mu się z chaosem wspomnień. Las wyglądał zupełnie inaczej niż pięć lat temu, kiedy był tu po raz ostatni. Ale wtedy było tu pełno śniegu, a tamtego dnia - 4 stycznia - zima postanowiła imitować wiosnę.

Kosmos to splot kłamstwa, oszustwa i podstępu, a przecież cieszy nas, bo zawiera bezmiar piękna i podtrzymuje przy życiu. Nie mógł sobie przypomnieć, gdzie to przeczytał. Błąkając się po własnej pamięci niczym po kniei falsyfikującej samą siebie, poczuł w pewnym momencie zmęczenie. Imitowało śmierć. Nie, to nie ma sensu. Nigdy nie odszukam tego drzewa. Nie można odszukać w lesie pojedynczego drzewa.

- Myślisz, że Bóg nam wybaczy?

Ciepły kobiecy głos wyrywa Krzysztofa z zamyślenia. Mężczyzna odwraca głowę. Lena Łukaszewicz, dwudziestopięcioletnia blondynka o słowiańskiej urodzie, dostrzega jego błękitne, przenikliwe oczy. Lena kocha te oczy, a jednocześnie się ich boi. Spojrzenie Jezusa Iskarioty. Tak to nazwała pierwszej nocy, kiedy skończyli się kochać. Dając jej słodką rozkosz, Krzysztof ani przez chwilę nie spuszczał z niej stalowego wzroku.

Było w tym coś niewiarygodnie podniecającego, ale i przerażającego zarazem. W jego oczach - od tamtej nocy Lena miała okazję wielokrotnie to obserwować - obojętność współistniała z bliskością, chłód podtrzymywał żar oddania, a pogarda objawiała się jako bliźniacza siostra czułości. Nigdy wcześniej nie widziała równie silnej dychotomii w żadnym innym mężczyźnie.

Nie, to nieprawda. Był jeszcze ktoś inny. Ale Lena nie chce już o nim myśleć.

Bo teraz Lena jest z Krzysztofem i tylko jedno ją przeraża. Że któregoś dnia dostrzeże w jego błękitnych, przenikliwych oczach komunikat z tytanu: nie zasługujesz na mnie! To by ją zabiło.

Bo Lena kocha Krzysztofa do szaleństwa. Ma świadomość, że "do szaleństwa" to wielkie słowa, ale Lena nie boi się wielkich słów. Jest aktorką. Co prawda szkołę teatralną skończyła ledwie rok temu, więc ciągle nie ma jeszcze wielkiego doświadczenia, ale coś już tam o zawodzie wie. Na przykład, jak pociągać za wewnętrzne sznurki, by otwierały w jej sercu szufladki z emocjami, które widzowie uznają za autentyczne. Tak, mimo braku doświadczenia Lena jest w tym naprawdę dobra.

Chwilami wydaje jej się nawet, że odszukała już w sobie wszystkie miejsca, w których ukryte były końcówki sznurków do uruchamiania emocji aktorki Leny Łukaszewicz. Ale wtedy Krzysztof zawsze potrafi nakłuć w niej miejsce ciągle jeszcze nie odnalezione. I najczęściej nic przy tym nie mówi, wystarczy, że przenika ją wzrokiem jak w tej chwili.

Myślisz, że Bóg nam wybaczy? Jak mogłam to powiedzieć? Jak mogłam, kurwa, w ogóle to pomyśleć! Czego zbywa mi bardziej, serca czy rozumu? Co on teraz czuje? Co ty teraz czujesz, kochany? Co myślisz? Nie zasługujesz na mnie?! Tak myślisz? Przyznaj się, powiedz! I nie patrz tak, błagam, nie patrz!

- Już czas, Lena. Musisz iść!...

Drzwi citroëna zamykają się. Blondynka o słowiańskiej urodzie wtapia się w rozmoknięty tłum.

Nie można odszukać w lesie pojedynczego drzewa? Bzdura.

Krzysztof Brun uśmiecha się.

Ze śmiertelną, ma tego świadomość, powagą.

Mikołaj Cieślak i zagadka nieśmiesznych polskich komedii