W dobie dynamicznego rozwoju mediów społecznościowych nasza wirtualna prywatność co rusz wystawiana jest na próbę.

Możliwość oznaczenia kogoś na zdjęciu istnieje już od dawna i wydawać by się mogło, że jest to już zwyczajowo uregulowane, choćby przez wciąż rozwijające się zasady netykiety, internetowego savoir vivre'u. Jednak wciąż odnoszę wrażenie, że dochodzi często do nadużyć, które zaczynają się już od umieszczenia w serwisie zdjęcia, na którym jesteśmy, bez naszej zgody i wiedzy.

Jak zwykle wszystko zależy od kontekstu i okoliczności. Jeżeli ktoś oznaczył nas na zdjęciu podczas degustacji piwa z prezydentem Obamą z jego prywatnego browaru, raczej nie będziemy mieli z tym problemu - chyba, że jesteśmy zagorzałymi republikanami. Problem zaczyna się pojawiać, gdy szlachetny trunek degustujemy w towarzystwie odzianych w lateks nieznajomych osób, a na fotografii tylko my nie mamy maski.

Innym, równie irytującym, przykładem oznaczania jest robienie tego na skalę masową. Wyobraźmy sobie, że ktoś na swojej facebookowej ścianie dodaje kartkę z życzeniami świątecznymi i oznacza na niej, w dobrej wierze, wszystkich swoich znajomych. Przy każdym komentarzu do kartki wszyscy otrzymują powiadomienia. Brzmi znajomo?

Oznaczenia, na szczęście, można dezaktywować i nie wahajmy się tego robić, jeśli czujemy się z nimi niekomfortowo. A przed oznaczeniem lub wklejeniem czyjegoś zdjęcia zapytajmy, czy ów ktoś sobie tego życzy, czy raczej wolałby pozostać anonimowym smakoszem pszenicznego trunku.

Savoir vivreSavoir vivre Savoir vivre

Na pytania odpowiada Adam Jarczyński, dyrektor generalny Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety