Wygląda na to, że między dwoma kultowymi producentami aut ze Stuttgartu rozpoczyna się właśnie walka na noże. Mercedes AMG GT wkracza na scenę z rozmachem. Przez bardzo długą maskę przypomina trochę SLS-a, a z daleka można by go też pomylić z Jaguarem, jednak zaokrąglona linia okien i cały tył z wypukłymi błotnikami nie pozostawiają złudzeń, kto tu jest prawdziwym przeciwnikiem.

Designerzy Mercedesa przekonują, że nie ma sensu mówić o podobieństwach do europejskich konkurentów (a tym bardziej o jakiejś viperowskiej nostalgii po rozwodzie Mercedesa z Chryslerem), ponieważ AMG GT ma identyczne proporcje jak legendarny 300 SL z lat 50-tych czy późniejsze modele SLR i SLS. I nie ma nawet sensu dręczyć ich dalszymi pytaniami, bo najnowszy model wyszedł im po prostu pięknie. Nie ma w nim cienia zaburzonych proporcji, jak w zapowiadającym go, "napakowanym" prototypie AMG Vision GT. Nie ma też nagiej brutalności SLS-a, a szeroko otwarte oczy auta i subtelne zgięcia karoserii najlepiej pokazują, że obecny stylista Mercedesa Gorden Wagener doskonale wie, czego oczekuje od niego publiczność.

 

Nowe coupe to już drugi po SLS-ie Mercedes opracowany w całości w manufakturze AMG z Affalterbach. Powstała w garażu w 1967 r. firma już od dawna jest czymś więcej niż tylko fabrycznym tunerem Mercedesa. Bierze udział w pracach nad wyczynowymi wersjami aut ze Stuttgartu już na wczesnym etapie ich projektowania, a główną specjalnością fachmanów z Affalterbach są ręcznie składane silniki.

Ich nowym dzieckiem jest montowana w Mercedesie AMG GT, 4-litrowa jednostka V8 biturbo, która będzie oferowana w dwóch wersjach: o mocy 462 lub 510 KM. Dzięki bardzo lekkiemu nadwoziu z aluminium, pozwolą one zgrabnej wyścigówce rozpędzić się do setki w mniej niż 4 sekundy oraz osiągnąć prędkość maksymalną odpowiednio 304 i 310 km/h w wersji S.

Inżynierowie z Affalterbach szczególnie dumni są z niezwykłego pomruku nowej V-ósemki. Na ich linii montażowej jest z resztą specjalne miejsce, w którym silniki AMG są odsłuchiwane, by sprawdzić, czy brzmią dostatecznie dobrze.

 

Czy traktują je więc trochę jak muzyczny instrument? Absolutnie nie, ten dźwięk jest prawdziwy i nie ma nic dla picu! - zarzekali się na premierze. Dodawali później, że wprawdzie znają inną firmę ze Stuttgartu, która prawdopodobnie swoje silniki dostraja właśnie jak muzyczny instrument, ale z grzeczności jej nazwy nie wymienią.