Rozmawiamy w jego gabinecie w warszawskim studiu produkcyjnym ATM (tu zresztą powstaje większość jego programów). Pod oknem stoi skuter, na półkach zdjęcia syna. Rinke Rooyens pije kawę z mlekiem, pali, kilka razy, przepraszając, wychodzi na parę minut, by coś obgadać z pracownikami. - Jestem - oznajmia wracając i wracamy do rozmowy. Bo ten Holender to prawdziwy gejzer energii i pomysłów. Właśnie nakręcił serial dokumentalny "Rinke za kratami", w którym rozmawia z więźniami o ich życiu i swoich nałogach (POLSAT w każdą środę od 9 września o 22.10.).

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: - Czemu zrobiłeś program "Rinke za kratami". Nie chcesz już bawić Polaków?

Rinke Rooyens: - Widzisz, to jest takie typowo myślenie, że jak dotąd robiłem tylko programy rozrywkowe, to mogę robić tylko to. Tymczasem ja od lat marzyłem o projekcie, pokazującym świat, do którego prawie nikt nie może wejść. Byłem ciekaw, jak to jest, gdy wracasz do domu z pracy, w której masz kontakt ze złem. Jak się zresetować? Ja nie umiem, ja jestem w pracy cały czas, ale ja robię coś innego. Tymczasem taki strażnik więzienny przez 8, 12 godzin obcuje z tą negatywną energią, zamyka bramę i wychodzi, a potem bawi dziecko.

I dlatego sam zostałeś prowadzącym?

- Początkowo nie brałem siebie pod uwagę. Okazało się jednak, że możemy nagrywać tylko w lipcu, i to przez cały miesiąc. Pytałem różnych aktorów i raperów, ale nikt nie miał tyle czasu. Tymczasem byłem przekonany, że zaufania w tego typu środowisku nie zbuduje się w dwa dni. Współpracownicy przekonywali mnie , że tak jestem w ten projekt zaangażowany, że powinienem sam prowadzić te rozmowy. Zdecydowałem więc, że robię to sam. I to chyba był najlepszy pomysł.

Wiesz, więźniowie traktowali mnie trochę jak kosmitę. Mówili do mnie spokojnie, prostym językiem. Jak nie rozumiałem, dopytywałem, o co chodzi.

Jeszcze jesteś pod wrażeniem tych rozmów?

- Nadal nie potrafię się zresetować. Byliśmy w Zakładzie Karnym w Krzywańcu 33 dni. Dopiero po 10 dniach pojechaliśmy do Zielonej Góry i to był niezły szok. Po nagraniach, po tym całym maratonie wsiedliśmy z samochód i od razu pognaliśmy do domu. Nie pożegnaliśmy się z tymi ludźmi. Po trzech tygodniach wiedziałem, że musimy wrócić i wróciliśmy. Spotkaliśmy się z personelem i osadzonymi w sali widzeń. "Rinke, a gdzie kamera?" - zapytali zdziwieni. - "Nie mam" - odpowiedziałem. Nie wierzyli. "Naprawdę przyjechałeś tu tylko dla nas? - dopytywali.

Czułem, że byli zadowoleni. Uświadomili sobie, że to nie tak, że nagrałem co chciałem, mam to i do widzenia.

Jak zdobywałeś zaufanie więźniów?

- Napisałem do nich szczery list o moim życiu, który czytany był przed radiowęzeł jeszcze przed moim przyjazdem do Krzywańca. Trochę pomógł na samym początku. Już nie myśleli o mnie "pan z piórami w d..". Ale najważniejsze było chyba to, że widzieli, iż ich nie atakuję. Moje pierwsze pytanie nigdy nie brzmiało: "Dlaczego tak robiłeś? Nie żałujesz?". Bądźmy szczerzy - większość z nich żałuje.

Budowałem też bliskość mówiąc o sobie. Jak ktoś miał problem alkoholowy, nie bałem się mówić, że ja też mam. Nie miałem, ale mam. Tylko teraz mogę o tym mówić, bo już 5 lat walczę. W ogóle rozmawiałem z nimi o uczuciach, a to jest w więzieniu temat tabu. To dało im do myślenia, chcieli rozmawiać. Był jeden chłopak kompletnie wypruty z emocji. Nikt na niego nie czeka, nikt go nie kocha. Zresztą dla mnie to też był jakiś rodzaj terapii. Dotąd nie rozmawiałem o poczuciu winy, jakie mam w związku ze śmiercią mamy. Te rozmowy mi także pomogły. Zresztą jeden z moich rozmówców, młody chłopak był w podobnym stanie psychicznym jak moja mama krótko przed samobójstwem (mama Rooyensa była alkoholiczką i cierpiała na depresję, popełniła samobójstwo, gdy miał 18 lat - red.). Po rozmowie z nim byłem wyczerpany. Powiedziałem do ekipy, że muszę wyjść, odpocząć. Przypomniały mi się dawne czasy i ostatnie chwile życia mojej mamy. To było dla mnie niezłe uderzenie, przypomniałem sobie to poczucie winy sprzed lat.

Ulżyło ci po tej rozmowie?

- Tak. Jestem wreszcie w stanie o tym rozmawiać. Wcześniej nie byłem.

I nie pomyślałeś, że po co przez lata robiłeś rozrywkę, zamiast poważnych programów?

- Nie, to są dwie różne rzeczy. Ja dostarczając ludziom rozrywki też się sam dobrze bawię. A jednocześnie tworzę świat rozrywki dla innych. W "Rinke za kratami" też są emocje, tylko inne. Wiesz, to, że robię "Taniec z gwiazdami" czy "The Voice of Poland" nie znaczy, że nie mam potrzeby działać społecznie. Wspieram na przykład Centrum Zdrowia Dziecka. Jak mój syn Roch będzie miał dziecko, może tam pójdzie z nim i powie - zobacz, to jest miejsce, które wspiera dziadek.

Jasne, ty tego nie wiesz i widz tego nie wie, bo się nie chwalę. Pomyśli zatem stereotypowo: "Co pan od rozrywki, ten z piórami w d.. robi w więzieniu?". Ale dajcie mi czas, zobaczcie ze 2-3 odcinki, a potem oceniajcie.

Rinke za kratami

Myślisz, że takie programy to przyszłość telewizji?

- Wiesz, ostatnio bardzo popularne są paradokumenty. Dobrze się oglądają, ale pamiętaj, że one mają scenariusz. Ja tymczasem dotykam prawdziwych historii. Robię coś w rodzaju publicystyki, ale podanej w przystępny sposób. I robię to uczciwie. Jestem przekonany, że uczciwość wygra.

Skąd wiesz jak robić programy, które ludzie chcą oglądać?

- Może odpowiem ci tak - 100 lat temu, jak ojciec był piekarzem i miał receptury na najlepszy chleb, to jego syn też zostawał piekarzem i te receptury wykorzystywał, podtrzymując rodzinne tradycje. Ja jestem z rodziny telewizyjnej. Ja się wychowałem w telewizji i w teatrze. Dlatego nie umiem upiec chleba, ale jestem w stanie robić bardzo dobre programy. Moja mama była aktorką teatralną, więc jako dziecko spałem niemal w każdym teatrze w Holandii.

To jest moje życie.

- Ja nie umiem inaczej. Mam to we krwi, bo z kolei mój ojciec był reżyserem programów telewizyjnych. To były czasy, kiedy w Holandii były dwa programy telewizyjne. Mój ojciec decydował, co w nich pokazywano. Gdy dorosłem, telewizja publiczna zmieniła się w komercyjną i już nie decyduje o tym reżyser, tylko producent. Dlatego zostałem producentem, bo chcę decydować.

Co oglądałeś w telewizji jako dziecko?

- Dużo amerykańskich seriali, takich jak "Dynastia" czy "Dallas". I sport z moim ojcem. Zresztą on robił wszystkie największe wówczas programy rozrywkowe, a ja siedziałem w studiu. Zawsze byłem na planie. Z kolei mama mnie zabierała to teatru. Sam zresztą próbowałem swoich sił jako aktor w Paryżu i poszło mi tak łatwo, że to zarzuciłem. Może to błąd, bo może byłbym dzisiaj znanym w Hollywood gwiazdorem. Choć właściwie, jako producent też gram. Idę w rolę, tylko w programie.

Wiesz, mama mnie chwaliła i była ze mnie dumna. A ojciec nigdy mi tego nie mówił. Dlatego robiłem wszystko, by też poczuł tę dumę i poszedłem w jego ślady.

Jaki jest?

- Bardzo zasadniczy, perfekcjonista. I autorytarny. Ludzie się go bali i ja też się go bałem. A jednocześnie się od niego uczyłem, na przykład budowania scenografii. U mnie w firmie nie jest tak, że coś się nie da. Jak się nie da, pokażę że się da. Umiem wszystko. Od kładzenia kabli po pisanie scenariuszy.

Boją się ciebie?

- Mam nadzieję, że mnie się ludzie nie boją. Mam nadzieję, że mnie szanują. Strach nie działa dobrze.

Myślisz, że osiągnąłeś tyle, że ojciec wreszcie jest z ciebie dumny?

- Wiesz, nie wiem, ale chyba tak. W jesiennych ramówkach jest sześć moich programów. Myślę, że jest ze mnie dumny, ale mi tego nie mówi. Wiem to od innych ludzi.

Masz poczucie, że jesteś w Polsce na swoim miejscu? Że robisz to, co chcesz robić?

- Ja mam jeszcze tak dużo rzeczy do zrobienia! Dopiero się rozkręcam, a "Rinke za kratami" to jest właśnie część moich nowych pomysłów.

Nie bałeś się przyznać w programie do alkoholizmu?

- Jak sobie to uświadomisz, to się już nie boisz. A ja sobie to uświadomiłem i walczę od tylu lat. Oczywiście, na początku jest ciężko, zwłaszcza w Polsce. Ktoś zachęca: "Napij się ze mną", a jak odmawiam mówi: "A, słabo jest z tobą, bo nie pijesz". Ale teraz już tego problemu nie mam, ludzie mi nie proponują. Wiesz, jak ja miałem problem z alkoholem, to o nim nie mówiłem. Jak go pokonałem, to mogę spokojnie o tym mówić, także w telewizji. Nie wstydzę się.

Jak uważasz - co Polacy chcą teraz oglądać?

- Wiesz, w telewizji są epoki. Jest gotowanie, talent shows, paradokumenty. Teraz jest szał na programy z dziećmi, ale według mnie w polskiej telewizji za mało jest prawdziwych rzeczy. Jest nowy prezes TVP, fajnie, Że zaczynamy rozmawiać o misji... Chciałbym na przykład zrobić program o narkotykach, sam zresztą miałem z nimi kontakt. O tym, jakie są symptomy, że ktoś bierze. Żeby babcia wiedziała, że jej wnuczek bierze. Widziałaś, że wszędzie można kupić bibułki? Marihuana wśród młodzieży jest bardzo popularna, tylko nie ma żadnego programu o marihuanie.

Jak niedawno 150 osób po dopalaczach trafiło do szpitala, to mówili o tym nawet w wiadomościach w Holandii. A w Polsce nawet nie ma o tym dyskusji! Typowe. Udaje się, że nic się nie dzieje, zamiata się problem pod dywan, więc o czym rozmawiać? Albo kwestia homoseksualizmu. Dla mnie to rodzaj psychologicznego więzienia, a nikt o tym głośno w telewizji nie mówi. Z kim młodzi ludzie mają o tym rozmawiać? Marzy mi się program, w którym młody człowiek siada przed kamerą i robi comming out. Zrobiłem zresztą za swoje pieniądze spot o homofobii, który wiosną puszczano w kinach.

Jeszcze coś ci chodzi po głowie?

- Myślę o programie, który pokazywałby jak naprawdę działa polska służba zdrowia. Przez 24 godziny, siedem dni w tygodniu. Pokazać, że ktoś kto pracuje w państwowym szpitalu, dorabia też w prywatnym. Ludzie zobaczyliby, w jakich warunkach się to dzieje. Że taki prywatny szpital kosztuje niemało, więc trzeba płacić więcej na publiczną służbę zdrowia. By w normalnym szpitalu było lepiej.

Chcesz edukować?

- Chcę nie tylko bawić. Chciałbym pokazywać prawdziwe problemy Polaków i wywołać dyskusję.

Przyjechałeś do Polski 17 lat temu. Jak się zmieniła?

- Budynki rosną jak grzyby po deszczu, przybywa dróg i to jest mega. Niemcy czy Holandia tak się nie rozwijają. Polska idzie do przodu. Z drugiej strony jednak zanika poczucie wspólnoty, które tak mi się na początku u was podobało. Pamiętam moją pierwszą Wielkanoc w Polsce. Biesiadowaliśmy cztery dni! Jedliśmy, rozmawialiśmy i wszyscy mieli czas. Dziś rodziny spotykają się na dwie godziny i do widzenia. Nikt nie ma czasu. Ale wiesz, 17 lat temu prawie nikt nie miał kredytu. Mieliśmy z Kasią trochę pieniędzy, mówię: "Chodź, pójdziemy do banku i sfinansują nam mieszkanie". Ale mieliśmy 50 procent. Dzisiaj ludzie mają duże raty i żyją pod presją.

Poza tym widzę, że Polacy ciągle w siebie nie wierzą, są zbyt skromni. Z drugiej strony, jak ktoś popełni błąd, to nikt się nie chce przyznać. A przecież każdy popełnia błędy, tylko trzeba z nich wyciągać wnioski. Jeśli jednak każdy mówi: "Nie, to nie ja", to tkwi w tym samym miejscu, nie rozwija się.

Bardzo mnie ciekawi, co stanie się z młodymi ludźmi w wieku mojego syna (Roch ma 17 lat - przyp. red.). Oni mają wszystko, siedem smartfonów, dziesięć tabletów, gry

Myślisz, że to pokolenie będzie oglądało telewizję?

- Uważam, że telewizja na pewno nie umrze w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Dla mnie jeszcze praca w telewizji będzie, ale co potem, nie wiem. Zresztą, ja nie zapominam też o starszych widzach. W "Świat się kręci" mamy cały blok z nutką nostalgii. Moim zdaniem za chwilę nostalgia wejdzie do telewizji.

. . .

*Rinke Rooyens - jeden z najbardziej znanych reżyserów programów rozrywkowych w historii polskiej telewizji. Urodził się w Amsterdamie, dorastał między teatrem (matka aktorka,) a telewizją (ojciec reżyser). W dzieciństwie dorabiał myjąc samochody, potem wyjechał do Kolonii, gdzie pracował dla lokalnej telewizji jako montażysta i asystent kierownika produkcji. W 1998 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie rozpoczął pracę jako reżyser-konsultant dwóch serii programu TVN "To było grane".

W 2003 roku założył firmę mediową Rochstar. Wyreżyserował kilkadziesiąt programów m.in . Taniec z Gwiazdami, The Voice of Poland , Top Model, Kocham Cię Polsko, Celebrity Splash , Gwiazdy Tańczą na Lodzie. Jest też autorem formatów, takich jak Świat się kręci, czy Szymon Majewski Show, obecnych na antenie z sukcesem przez wiele sezonów. W chwili obecnej reżyseruje nowy program rozrywkowy dla TVN : Aplauz, Aplauz!

Właśnie ukończył również swoją najnowszą produkcję - "Rinke za kratami", na podstawie której powstała też książka o tym samym tytule (wyd. Zwierciadło). Rinke Rooyens jest także zdobywcą wielu Telekamer oraz nagrody Gepard Biznesu i nagrody Róża Gali. Ma 17-letniego syna Rocha z małżeństwa z Kayah.

Książka "Rinke za kratami" jest dostępna w Publio.pl >>