Sam przechodziłem okres fascynacji tym tytułem. Eksperci z branży medialnej wielokrotnie tłumaczyli na czym polega fenomen Pokemon GO - po raz kolejny zadziałał sentyment, w końcu historie walecznych stworzeń, pochowanych w niewielkich biało-czerwonych kulkach śledziły miliony dzieciaków na całym świecie. Produkcja studia Niantic zyskała fanów nie tylko wśród najmłodszych, ale także tzw. millenialsów, dla których ponowne zanurzenie się w świecie Pokemonów było fajnym wspomnieniem beztroskiego czasu, kiedy w największe zakłopotanie wpychała człowieka publiczna nieznajomość wszystkich ewolucji Eevee. Ciekawie skomentował to na Twitterze pisarz Wojciech Engelking, zauważając, jak wiele o naszym społeczeństwie mówi fakt, że dorośli ludzie wolą łapać wymyślone stworzenia, niż uprawiać przygodny seks (Pokemon GO szybko stał się popularniejszy od Tindera, aplikacji umożliwiającej, nazwijmy to, ekspresowe randki).

Zdążyłem złapać kilka podstawowych Pokemonów. Nie miałem tak imponującej kolekcji jak chociażby mój kuzyn, który zasobami obdzieliłby niejednego początkującego Asha Ketchuma, ale wystarczyło, by pochwalić się przed jednym czy drugim znajomym. Niestety codzienna praca nie pozwoliła mi zostać mistrzem - niektóre stworzenia upodobały sobie konkretne lokacje (Squirtle na przykład kocha zbiorniki wodne), zabrakło czasu na wojaże.

Udało mi się jednak złapać okaz wyjątkowy. Niebanalny. Mocno żółty Nissan Juke - którego pierwszy raz ujrzałem już właściwie na obrzeżach Warszawy - od razu skojarzył mi się ze słynnym Pikachu, powodując uśmiech na mojej twarzy. Intrygująca sylwetka i ta BARWA potwierdziły pierwsze przypuszczenia, że obcuję ze stworzeniem naprawdę wyjątkowym. Juke - tak jak Pikachu - da się lubić!

Nasza współpraca od pierwszego zetknięcia układała się wręcz wzorcowo. Nowy Nissan jest bardzo intuicyjny w obsłudze i choć może nie jest stworzeniem najszybszym, zręcznie poruszał się nie tylko po dżungli miejskiej, ale również tej nieco mniej nowoczesnej. Złapiecie go praktycznie wszędzie, bo jeśli miałbym wskazać jego środowisko naturalne, to byłaby nim po prostu: droga. Kiedy pewna znajoma pierwszy raz wsiadła do żółtego Juke'a i dojrzała ciekawe rozwiązania kolorystyczne wewnątrz, szybko wypaliła z zachwytem: - Takim samochodem jeszcze nie jechałam!

Może rzeczywiście kompaktowy Nissan bardziej spodoba się płci pięknej, ale absolutnie nie czułem żadnego dyskomfortu z faktu, że to ja siedzę za kierownicą. Bo to wciąż ciekawe, przyjemnie prowadzące się auto! W trasie trochę się podroczyliśmy - przy agresywnej jeździe spalanie jest dosyć spore - jednak gdy obie strony zdają sobie sprawę z własnych możliwości, problem znika. Tak jak Charmandera nie rzucasz na pożarcie Blastoisowi (to taki potężny wodny Pokemon), tak wiesz, że Jukiem nie pościgasz się z najszybszymi tego świata.

Z Nissanem spędziliśmy kilka dni. Aplikację Pokemon Go już dawno odinstalowałem, ale zdjęcia czworokołowego przyjaciela wciąż mam na laptopie. Bez niebezpiecznych uskoków, bez warczących i dymiących przeraźliwie potężnych maszyn, ale to wciąż była świetna przygoda!

Chętnie złapałbym je wszystkie. Ale o dodatkową liczbę garaży jest jednak nieco trudniej, niż o pozyskanie kolejnych pokeball.