Kuba Dobroszek : Kryzys męskości - mówi ci to coś?

Robert Lewandowski : Tak, choć nie uważam, żebyśmy go doświadczali.

Wiesz, różnie mówią.

- Po prostu trendy się zmieniają, świat się zmienia. Na ulicy możesz spotkać mężczyzn nieogolonych i nonszalancko ubranych, ale i takich, którzy do wyglądu przykładają większą uwagę. Co kto lubi. Jeśli interesujesz się modą, a nie na przykład motoryzacją, która uważana jest za raczej męską pasję, nie oznacza to, że cierpisz na niedobór testosteronu.

Ty interesujesz się modą?

- Oczywiście. Źle bym się czuł, gdybym nie dbał o siebie. Myślę, że gdyby zapytać kobiet, jakich mężczyzn wolą - tych współczesnych czy tych sprzed kilkudziesięciu lat - to odpowiedzi byłyby na naszą korzyść.

Kto w dzieciństwie był dla ciebie wzorem mężczyzny?

- Od zawsze fascynowali mnie sportowcy. Choć kiedyś dostęp do gwiazd, czy w ogóle do osób publicznych, był trudniejszy - teraz mamy te wszystkie media społecznościowe, dzięki którym możemy poznać idoli również od mniej oficjalniej strony. Mogę zdradzić, że w wieku siedmiu lat nosiłem kitkę a la Roberto Baggio.

No tak, beztroskie dzieciństwo i czesanie się na swoich idoli.

- Kiedy pierwszy raz się ogoliłem, zrozumiałem, że staję się mężczyzną. W pełni dorosłem po śmierci ojca. Miałem 17 lat i nagle zostałem jedynym mężczyzną w rodzinie, musiałem więc szybciej dojrzeć - nie tylko dla siebie, ale również dla rodziny.

Sport pomagał ci w trudnych momentach?

- Na pewno nauczył mnie dyscypliny i organizacji czasu. Kiedy obserwowałem siebie i porównywałem się do rówieśników, nie dowierzałem, że na pewne detale nie zwracali uwagi.

Na przykład?

- Chociażby punktualność. Wszyscy wiemy, że nie jest ona cechą młodych ludzi. Od 16. roku życia mieszkałem już sam, więc też szybciej musiałem nauczyć się tzw. codzienności, tych czynności, którymi nastolatki z reguły nie zaprzątają sobie głowy.

Ale nie masz poczucia, że przez te wyrzeczenia coś cię ominęło?

- Raczej nie. Wciąż czuję w sobie dziecko. Nie można życia brać zbyt poważnie, bo najgorsze, co może się człowiekowi przytrafić, to życie bez uśmiechu. Mam nadzieję, że nawet po pięćdziesiątce będę miał w sobie choć odrobinę lubiącego żartować kilkulatka.

Wiele kobiet nie lubi "dużych dzieci".

- Cząstka dzieciaka musi pozostać w każdym i to dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W ten sposób pokazujemy, że mamy do siebie dystans. Nie można jednak przegiąć - trzeba wiedzieć, w jakich sytuacjach możemy sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, a w jakich mamy zachowywać się jak prawdziwy mężczyzna. Faceci muszą sobie sami radzić, tego się od nas wymaga. To my mamy być odpowiedzialni za innych, a nie inni za nas! Radzić sobie nie tylko we własnym życiu, ale pomagać innym. Słyszałem o trzydziestolatkach mieszkających z rodzicami, bo tak wygodniej. To nie jest normalne. Co innego, jeśli zmusza ich do tego sytuacja życiowa...

Czemu tak wielu mężczyzn stawia na wygodę?

- Nie mam pojęcia. Być może rodzice nie zadbali o ich odpowiednie wychowanie? Granica jest bardzo cienka, bo często pielęgnuje się to wewnętrzne dziecko poprzez uciekanie od odpowiedzialności. Strach przed podejmowaniem decyzji to nie dorosłość.

Co więc podpowiedziałbyś chłopakom, którzy dopiero wkraczają w dorosłość?

- Że będą napotykać problemy dużo bardziej skomplikowane niż te, z którymi mają teraz do czynienia. W życiu nie zawsze będzie z górki, jednak nie można się życia bać. Trzeba być odpowiedzialnym i mierzyć się z problemami, a nie chować głowę w piasek. Czasami warto szukać pomocy.

Korzystanie z pomocy przyzwyczaja.

- Dlatego najpierw należy spróbować problem rozwiązać samemu. Wiem jednak, że nie ma ludzi nie mających żadnych słabości. Jeśli ktoś twierdzi, że niczego się nie boi, że ze wszystkim sobie radzi, to dla mnie jest osobą nieszczerą. Prośba o pomoc w trudnej sytuacji nie jest - moim zdaniem - oznaką słabości. Mężczyzna musi wiedzieć, czego chce, zdawać sobie sprawę z własnych możliwości. Tylko wtedy staje się prawdziwym, pełnowartościowym facetem.