Suzuki GSX-R 1000

Mimo niewielkiej pojemności silnika jest to nadal niezwykle silny zawodnik w stawce najszybszych seryjnych motocykli świata. Moc sięgająca 185 KM to oczywiście nie wszystko. Całą tajemnicą jest przekucie jej w prędkość, ale nie tę maksymalną. Chodzi o poręczność motocykla oraz jego prowadzenie na zakrętach. Z tym zawsze suzuki miało sporo kłopotów i na tle konkurencji wypadało jak nieokrzesany nerwus. Teraz to się zmieniło. Prowadzenie "1000" jest intuicyjne. W połączeniu z niebagatelną mocą świadczy o niezwykłej sprawności wyścigowej. Naturalnym żywiołem tego motocykla jest tor wyścigowy i aby poznać wszystkie jego zalety, trzeba zaprosić go właśnie tam. Jeśli zechcemy sprawdzić go na zwykłej drodze, nie będzie z tym problemu. Trzy różne mapy zapłonu, jakie ma do wyboru kierowca, nie tylko gwarantują odpowiednią dawkę adrenaliny, ale potrafią też ułatwić życie, np. gdy chcemy bezpiecznie wrócić do domu podczas deszczu. Przestawienie mapy na "słabszy" tryb pracy spowoduje obniżenie mocy do "zaledwie" 120 KM, dzięki czemu nasze tylne koło nie będzie tak chętnie wpadało w poślizg.

BMW K 1300GT

Do tego modelu najlepiej pasuje określenie długodystansowiec. Nie należy do najbardziej urodziwych motocykli - to fakt. Potężne panele bocznych owiewek nie zdradzają finezji designera. Jeśli przy zakupie kierowalibyśmy się tylko estetyką, to K 1300GT nie należałby do faworytów. Ale bmw takimi opiniami nie musi się specjalnie przejmować. To przecież jeden z najlepszych motocykli turystycznych na świecie. Przy jego budowie priorytetem dla konstruktorów były wygoda, komfort i ergonomia. Dlatego upchnięto w nim niemal wszystko, o czym współczesny motocyklista sobie zamarzy: podgrzewane siedzenia i manetki kierownicy, elektronicznie regulowane zawieszenie, elektrycznie regulowana wysokość szyby, tempomat, komputer pokładowy. Przy tym wszystkim zintegrowany system hamulcowy z ABS wydaje się czymś oczywistym i niewyszukanym. Standardowy zestaw kufrów oraz pojemny zbiornik paliwa sprawiają, że przejechanie tym motocyklem w jeden dzień nawet tysiąca kilometrów nie stanowi żadnego problemu. Tym bardziej że można nim śmiało utrzymywać marszową prędkość powyżej 200 km/h (oczywiście na niemieckiej autostradzie). Spalanie oscyluje wówczas w okolicach 7,5-8 l/100 km, co powoduje, że zasięg między tankowaniami i tak przekracza 300 km. Nic, tylko usiąść za sterem i ruszyć w długą, wakacyjną podróż.

Silnik: czterocylindrowy, rzędowy, 1293 ccm

Moc: 160 KM przy 9000 obr./min

Moment obr.: 135 Nm przy 8000 obr./min

Rozstaw osi: 1555 mm

Masa: 248 kg

Cena: 69 700 zł

Harley-Davidson Cross Bones

Niech nikogo nie zwiedzie archaiczny wygląd motocykla. To nowość H-D na 2009 r. Firma z Milwaukee wyspecjalizowała się w zarabianiu na własnej legendzie. Jedno z jej haseł reklamowych głosi przecież, że sprzedaje styl życia, motocykle dodaje do tego gratis. W tym harleyu znakomicie sprawdza się stara zasada firmy, że im bardziej klasycznie motocykl wygląda, tym lepiej się sprzedaje. Przednie zawieszenie typu Springer nawiązuje do przedwojennych konstrukcji tej marki. Tu liczy się przede wszystkim wygląd, a własności jezdne są na dalszym planie. Idąc tym tropem, konstruktorzy postawili na tylne zawieszenie typu Softail, które wygląda tak, jakby tylne koło było nieresorowane, bo elementy zawieszenia ukryto pod podwoziem motocykla. Cross Bones jest z założenia pojazdem dla samotników. Nie ma tylnego siodła. I słusznie, bo zepsułoby ono jego piękną linię. Za to siedzisko kierowcy wykonano z doskonałej jakości skóry i wyposażono w staromodne sprężyny. W końcu to przecież nowoczesny motocykl z poprzedniej epoki.

Triumph Daytona 675

To ciekawe, jak traktowana jeszcze do niedawna z przymrużeniem oka marka wdziera się przebojem na rynek. Chromowaną błyskotkę a la Easy Rider potrafi zrobić niemal każdy. Lecz jeśli chodzi o moc, osiągi i prowadzenie, motocyklistę nie sposób oszukać. W tym świecie albo jesteś szybszy niż konkurencja, albo się nie liczysz. Triumph, który w zamierzchłych latach 50. uchodził za jedną z najszybszych marek motocyklowych, kilka lat temu otrzymał bolesny cios ze strony japońskiej konkurencji. Na szczęście wyciągnął wnioski z tej lekcji i teraz światło dzienne ujrzał motocykl, który nie tylko jest w stanie nadążyć za dokonaniami Japończyków, ale potrafi dzielnie stawić im czoła. Nowa Daytona 675 to pseudosportowy gadżet, maszyna, którą polecić można fanom nawet największej dawki adrenaliny. Ciekawy silnik o trzech cylindrach jest jedną z najmocniejszych jednostek w tej klasie i dysponuje charakterystyką, którą śmiało można uznać za połączenie zalet widlastej dwucylindrówki i rzędowej czwórki. Dodatkowy argument przemawiający za zakupem daytony to umiarkowana cena spowodowana korzystnym kursem brytyjskiego funta.

Silnik: trzycylindrowy, rzędowy, 675 ccm

Moc: 125 KM przy 12 500 obr./min

Moment obr.: 72 Nm przy 11 750 obr./min

Rozstaw osi: 1395 mm

Masa: 162 kg

Cena: 39 900 zł

Ducati Monster 1100/1100S

Jedną z najbardziej pożądanych marek motocykli jest włoska marka Ducati. W tym sezonie zaprezentowała kolejne wcielenie kultowego modelu Monster. Poczciwy potwór przeżył metamorfozę i zyskał zdecydowanie nowocześniejszy wygląd. Najciekawsze jest jednak to, że mimo gruntownej modernizacji utrzymano charakterystyczną linię motocykla. Konstruktorom i designerom firmy udało się tak zmienić motocykl, że od razu widać, iż mamy do czynienia z nowym modelem, choć nadal bez trudu zaszeregujemy go do rodziny Monsterów. Zawadiacki wygląd zdradza jego agresywny charakter. Już w podstawowej wersji prezentuje się bardzo apetycznie, ale to wersja "S" rozbudza wyobraźnię. Kierowca ma przyjemność obcowania z całkowicie regulowanym zwieszeniem renomowanej firmy Öhlins. Tylne koło współpracuje z efektownie wyglądającym jednoramiennym wahaczem. 95 KM nie wygląda na papierze zbyt ekscytująco, lecz trzeba przyznać, że podczas jazdy motocykl robi piorunujące wrażenie. Moc płynąca z dwucylindrowej jednostki potęgowana jest przez odgłos pracy, wydobywający się z wysoko poprowadzonych tłumików. To bez wątpienia bardzo podniecający motocykl.

Kawasaki ER-6N

Dla tych wszystkich, którzy ponad osiągi stawiają czystą przyjemność czerpaną z jazdy, Kawasaki przygotowało odmłodzoną wersję swojego rynkowego hitu, modelu ER-6n. Pozbawiony osłon motocykl pozwala się cieszyć tylko spokojną jazdą, bo bez owiewek poruszanie się z dużymi prędkościami jest prawdziwą mordęgą. Przyjemnie jedzie się do mniej więcej 140 km/h, co nie oznacza oczywiście, że ta prędkość stanowi kres możliwości ER-6n. Kierowcy, którzy się uprą, by poznać pełne możliwości dwucylindrowego, siedemdziesięciokonnego silnika, odczytają na prędkościomierzu ER ponad 200 km/h. W sumie to niezwykle sprawne narzędzie do codziennej walki z tłokiem na ulicach miast. Przyjemny charakter silnika sprawia, że możemy uzyskiwać satysfakcjonujące przyspieszenia, używając jedynie dolnego i średniego zakresu obrotów, a to zapewne przypadnie do gustu naszym sąsiadom, ciemiężonym wieczorami przez odgłosy wysoko kręcących się silników tzw. ścigaczy.

Moto Guzzi V7 CafÉ Classic

Nie krzyczy z katalogu przerażającą mocą ani osiągami. Wydawać by się mogło, że to przeciętny motocykl dla niezbyt wyrafinowanego odbiorcy. Pozory mogą jednak mylić. Prawdziwy koneser od razu dostrzeże piękne, szprychowane koła, zawadiacko podniesione tłumiki i niską kierownicę. Dodajmy do tego sportowe siodło, które imituje pojedyncze siedzisko sportowych maszyn z lat 60. i 70., i mamy przed sobą najprawdziwszego café-racera. Kawiarniane wyścigówki powstawały kilka dekad temu i nie służyły do walki na torach wyścigowych. Ich nazwa wzięła się stąd, że właściciele rywalizowali zwykle na "odcinkach specjalnych" od kawiarni do kawiarni. Filozofią, jaka przyświecała ich twórcom, było uzyskanie maksymalnych osiągów poprzez modyfikację silników oraz odrzucenie wszelkich zbędnych, ich zdaniem, elementów w celu obniżenia masy, a poprzez obniżenie kierownicy zapewnienie aerodynamicznej pozycji kierowcy. Współczesne pojazdy zbudowane zgodnie z powyższymi regułami nie służą już do wyścigów, pozwalają jednak poczuć ducha dawnych czasów. Dlatego polecamy Moto Guzzi V7 Café Classic nawet początkującym motocyklistom. Chłodzony powietrzem, niespełna pięćdziesięciokonny silnik nie powinien nikomu wyrządzić większej krzywdy. Okazuje się, że największą wadą motocykla jest niekorzystny kurs euro i wynikająca z niego relatywnie wysoka cena, jaką przyjdzie nam zapłacić za tę "siedemsetpięćdziesiątkę".

Yamaha VMAX

Na tego potwora od lat czekali fanatycy motocykli. Kiedy w 1985 r. zaprezentowano go po raz pierwszy, wzbudził sensację. VMAX-a można albo kochać, albo nienawidzić. Przez lata obrastał legendą. Jego czterocylindrowy silnik dysponował niebagatelną jak na owe czasy mocą 145 KM. Uważany był za jeden z trudniejszych do opanowania motocykli. Po zakończeniu produkcji z niecierpliwością czekano na pojawienie się następcy. Yamaha kazała długo czekać. Nie obyło się bez niespodzianek. Przede wszystkim nowego VMAX-a nie można kupić w sklepie. Trzeba go zamówić w internecie i wskazać, do którego dealera Yamahy motocykl ma zostać dostarczony. Nabywca może też zamówić na motocykl tabliczkę z dowolną sentencją. Ale najważniejsze jest to, że nowy VMAX okazał się godnym następcą legendarnej maszyny. Niemal cała pula 48 motocykli przeznaczona na Polskę została już sprzedana.

Zobacz też na Logo24 :