Darmową, zimną wodą z kostkami lodu, listkami mięty i cytryną raczyłem się na południu Francji, w Hiszpanii, a nawet w Bośni, w knajpce przy stacji benzynowej. Podobnie jest na Wyspach, w Stanach, Grecji, we Włoszech, Norwegii, a nawet Indiach i Wietnamie, gdzie za wodę w knajpach płacą tylko turyści. W Polsce za szklaneczkę wody - nawet do espresso można zapłacić od 3 do nawet 6 zł! W centrum Warszawy dwie buteleczki (200 ml) kosztują czasem więcej niż litrowy dzban piwa. Najdroższą wodę piłem w Hard Rock Cafe. Za pół litra niegazowanej zapłaciłem aż 9 zł. Sprzedawanie wody to może być niezły zarobek. Sześć litrów wody w Biedronce kosztuje niecałe 2,49 zł. Taki baniak można rozlać na 20-24 szklanki. Szklanka wody w hurcie kosztuje ok. 10 gr, łatwo sobie policzyć drakońską marżę.

Restauratorom darmowa woda się nie opłaca

Restauratorzy tłumaczą, że do rachunku trzeba jeszcze doliczyć serwis, zmywanie, pracowników, czynsz, opłaty itd. Znajomy barman zdradza, że wielu restauracjom zdarza się kupować wodę w hurtowniach i sprzedawać po 5-7 zł za szklankę na barze. Zdarza się też lać wodę z kranu, przelewać do szklanek lub karafki i dorzucać listek mięty i plasterek cytryny. Kiedy spytałem znajomego, współwłaściciela kilku topowych warszawskich restauracji, dlaczego nie wprowadzi darmowej kranówki w karafkach i przede wszystkim dlaczego tak ceni sobie wodę - w jego knajpie za 200 ml zapłaciłem 7 zł - wpierw kręcił nosem, migał się od rozmowy, aż w końcu odpowiedział: - Knajpa to biznes, musi zarabiać, a zarabia różnie. Obawiam się, że klienci przychodziliby tylko na darmową wodę, a ja mam umowy partnerskie z różnymi markami. Nie mogę ich produktów rozdawać za darmo. Oczywiście woda z kranu powinna być za darmo, ale trzeba pamiętać, że wciąż wielu osobom źle się kojarzy - tłumaczy restaurator. Tymczasem warszawska kranówa nadaje się do picia, a co więcej, niewiele różni się od tej kupowanej w sklepie - przekonywał w ub. roku stołeczny sanepid.

Kranówa z karafki

- Prawo nie zabrania podawania wody z kranu w karafkach, ale za jakość żywności, w tym wody, odpowiada przedsiębiorca. Jeśli np. instalacja wodna była przebudowywana lub rury są stare, to restaurator - zanim zdecyduje się na częstowanie gości darmową wodą - powinien ją przebadać - przekonuje Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Więc jeśli nie o jakość wody chodzi, to pozostaje tylko zysk. Gdy średniej wielkości knajpę w stolicy dziennie odwiedza ok. stu osób, to samej wody restauracja w stolicy sprzedaje za 500-600 zł. - W karcie mam Krystynkę z Ciechocinka za 5 zł, ale jeśli klient poprosi o darmową wodę, zawsze ją dostanie - zapewnia Aleksander Baron z restauracji Solec. - Mimo że byłem kuszony umowami partnerskimi z wielkim koncernem, który prócz dobrych cen oferował darmowe lodówki, szkło, gadżety, nigdy się na to nie zdecydowałem. Taka umowa uniemożliwia m.in. podawanie innej wody niż sprzedawanej przez koncern.

Zamawiaj wrzątek

Knajpy z darmową wodą w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki. W Warszawie jest ich kilka, m.in. Mąka i Woda, Sowa i Przyjaciele, My'o'my, w Krakowie o wodę można prosić m.in. w Karmie, w Poznaniu w Guac'n'ole.

- Od samego początku istnienia restauracji serwujemy darmową wodę - przekonuje Tomek Rojewski z Mąki i Wody. Nie zdarza się, żeby klienci siedzieli przy stoliku o wodzie, a tę sami filtrujemy i podajemy gazowaną i niegazowaną w karafkach na powitanie gości. To ukłon w ich stronę, a oni to doceniają i wracają. W gruncie rzeczy darmowa woda się opłaca - przekonuje Rojewski.

Tymczasem w Wielkiej Brytanii ruch Consumer Council For Water, lobbujący za darmową wodą w kranach i restauracjach, zmusił wielu knajpiarzy do serwowania "tap water", czyli darmowej wody. Pomogła w tym plotka, że bezpłatną wodę należy serwować wszędzie tam, gdzie jest sprzedawany alkohol. Setki, jeśli nie tysiące knajp, dało się na nią nabrać.

W Polsce też jest sposób na opornych restauratorów. W knajpach można prosić o wrzątek. Zazwyczaj nie ma go w karcie i nie można wbić go na kasę, więc na pewno za niego nie zapłacicie.