Mamo, co to za chłopiec? - pyta dziecko na widok pomnika Małego Powstańca na ulicy Podwale. Widzą kilkuletniego chłopca w spadającym na oczy hełmie z orzełkiem, z biało-czerwoną opaską, w za dużych butach i płaszczu, z pistoletem maszynowym przewieszonym przez ramię. Matka wygrzebuje z głowy okruchy wiedzy: - W czasie wojny zaatakowali nas hitlerowcy i okupowali kraj. Waleczni mieszkańcy Warszawy postanowili ich przegonić, ale wrogów było dużo, a ich mało, dlatego walczyć musiały też takie małe dzieci. Ten pomnik zbudowano po to, byśmy o nich pamiętali - opowiada.

Tylko, że według historyków to nieprawda.

- W czasie Powstania Warszawskiego dzieci absolutnie nie miały prawa brać udziału w walkach. Zgodnie z jasno określonymi przez powstańców zasadami, walczyć mogła dopiero młodzież powyżej 18 lat. Zdarzali się na barykadach 17-latkowie, którym udało się oszukać starszyznę, ale to wyjątki - ogólne zasady były przestrzegane. Nikt nie dałby dziecku karabinu do ręki - choćby dlatego, że o broń było bardzo trudno, więc dostawali ją tylko najlepiej wyszkoleni i doświadczeni żołnierze - mówi dr Katarzyna Utracka, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Przekonuje, że młodsi mogli co najwyżej roznosić meldunki i pocztę, pomagać w służbie aprowizacyjnej. - Ale to były już dzieciaki w wieku 12-15 lat. Tymczasem pomnik Małego Powstańca przedstawia 8-9-letniego chłopca z karabinem w ręku. Zupełny nonsens. Takie dzieci były chowane jak najdalej od linii ognia, organizowano im zabawy, na Żoliborzu i Mokotowie wychodziła specjalna prasa dziecięca, gdzie maluchy mogły nawet publikować własne rysunki - mówi dr Utracka.

Pomnik Małego Powstańca został zaprojektowany tuż po wojnie (1946) przez studiującego jeszcze artystę Jerzego Jarnuszkiewicza (zm. w 2005 r.). Znany był głównie z miniaturowych kopii i ich zdjęć, zamieszczanych m.in. jako ilustracje historycznych książek. Monument wybudowano dopiero w 1983 r. z inicjatywy harcerzy z Chorągwi Stołecznej ZHP im. Bohaterów Warszawy (sami zebrali na to ok. 1 mln zł). Odtąd robi karierę jako jeden z najbardziej ckliwych i rozpoznawalnych symboli Powstania Warszawskiego. Jest na pocztówkach, w historycznych albumach, na patriotycznych gadżetach, T-shirtach, nawet na okładkach płyt (Laibach - "1 VIII 1944. Warszawa").

Czy autor pomnika wymyślił sobie malucha z karabinem? W Muzeum Powstania Warszawskiego są przecież archiwalne zdjęcia uzbrojonych po zęby dzieci z powstańczej Warszawy. - Zrobiono je podczas zabawy. Dzieciaki jak zwykle próbowały naśladować dorosłych. Brały od nich broń i fotografowały się z nią dla szpanu, pozowały z granatami do nagrań Polskiej Kroniki Filmowej i czuły się przez to ważne - wyjaśnia dr Utracka.

Według niej władze PRL wykorzystały ten motyw do świadomej dyskredytacji Powstania Warszawskiego. - Zaczęto go powielać i lansować, by zrobić z powstańców nieludzkie bestie, które nawet kilkulatkom kazały biegać z karabinami i zabijać. Stworzono mit o walczących dzieciakach. A że działał on na wyobraźnię, to był powielany i utrwalany, aż w końcu przestano się głębiej zastanawiać nad jego prawdziwością i żyje dziś własnym życiem. Wierząc w ten mit, stajemy się ofiarami komunistycznej manipulacji - mówi historyczka.

Co ma więc powiedzieć rodzic dziecku, które pyta o chłopca z pomnika Małego Powstańca? Dr Utracka: - Na pewno nie można mówić, że małe dzieci biegały z karabinami i zabijały. Trzeba próbować przekazać dziecku prawdę: dzieci w czasach wojny próbowały bawić się w wojnę. Najlepszą rzeczą, jaką mogą dzieciaki czerpać z tamtych trudnych czasów, są przykłady wielkich i trwałych przyjaźni, które się wtedy zawiązywały. A wojna jest czymś najgorszym i trzeba robić wszystko, by nigdy się nie powtórzyła.