To już drugie wydanie opowieści o polskim Jimie Morrisonie, ale tym razem autor dotarł do nieznanych wcześniej faktów. Odszukał ludzi, którzy towarzyszyli Ryśkowi w narkotykowej niedoli, razem z nim cierpieli katusze na głodzie i pomagali mu ćpać. Specjalizujący się w tematyce Dżemu Jan Skaradziński relacjonuje te mrożące krew w żyłach realistyczne obrazki na haju jakby był w samym epicentrum horroru, który - ma się wrażenie podczas czytania - toczy się obok nas, dosłownie za ścianą.

Z książki dowiadujemy się, że Riedel eksperymentował z trawką już w latach 70., a jego poważne perypetie z dragami zaczęły się kilka lat przed wydaniem debiutanckiego longplaya Dżemu "Cegła", czyli zanim o zespole usłyszała cała Polska. Aż włos się jeży na głowie, kiedy mowa jest o pogoniach piosenkarza taksówkami przez pół Polski za towarem, urywaniu się z koncertów Dżemu tuż przed wyjściem na scenę oraz przepadaniu z domu bez wieści na kilka dni, zwłaszcza w momentach kryzysowych. Po tym jak w mieszkaniu Riedlów wybuchł pożar, bohater książki przez pięć dni szukał łopaty, a znalazł strzykawkę, która kolejny raz przyniosła ulgę. I tak na okrągło.

Trudno oderwać się choć na chwilę od Ryśkowego świata, bo po przekroczenia progu mieszkania na Filaretów w Tychach, jesteśmy świadkami losu faceta, którego z rozdziału na rozdział robi nam się coraz bardziej żal, bo zdążyliśmy się zakolegować. Skaradziński opowiada, jak małoletni Rysiek sypiał w piwnicy z powodu trudnych relacji z ojcem, jak wszystkim odradzał ćpania, a wpędził w szpony nałogu żonę, i jak podczas plenerowych festiwali w Jarocinie czy Brodnicy wpadał poleżakować na polu namiotowym wśród fanów Dżemu.

Biografię uzupełniają niepublikowane wcześniej zdjęcia, odręcznie pisane słowa piosenek autorstwa Ryśka plus kilka tekstów wygrzebanych z samego dna nieotwieranej dotąd szuflady oraz dokładna dyskografia płyt nagranych przez Riedla poza Dżemem. Czasami uporczywa wnikliwość Skaradzińskiego, który po aptekarsku, z linijką w dłoni mierzy, w której minucie trwania piosenki Riedel zaczyna śpiewać, a w której kończy, usypia ciekawość, ale takie niuanse elektryzują fanów głosu RR. A ten był tak niepowtarzalny, jak nie do podrobienia było życie Ryśka.