Dokonywać niemożliwego, wytyczać nowe szlaki, odkrywać - to jego filozofia. Dlatego wybrał zdobywanie szczytów zimą i stał się w tym mistrzem.

Mieć odwagę, by zrezygnować

Zawsze podkreśla dokonania Polaków w himalaizmie i to, jak bardzo go inspirowali. We wstępie do książki "Zew lodu" pisze: - Moją specjalizacją stał się alpinizm zimowy, co zawdzięczam wyłącznie wielkiej i wyjątkowej szkole himalaizmu zimowego - to szkoła polska. Kukuczka, Wielicki i Berbeka - to oni byli moimi mistrzami.

"Zew lodu" to wspomnienia z jego zimowych wypraw na najwyższe szczyty świata: Sziszapangmę, Broad Peak, Everest, Marble Wall, Bekę Brakai Chhok, Makalu, Gaszerbrum. Nie wszystkie kończyły się zdobyciem szczytu, ale wszystkie były zwycięstwem nad sobą, swoimi słabościami, a także własną ambicją, żeby stanąć na szczycie nawet za cenę własnego życia. Zresztą rozdział poświęcony próbom zdobycia Broad Peaku ma tytuł "Mieć odwagę, by zrezygnować" - wymowny zwłaszcza w kontekście tragicznie zakończonej polskiej ekspedycji.

Alpinizm to dla Moro "owoc zakochania, prawdziwej pasji miłosnej i sentymentu względem tego, co wzrusza, pozwala szybować myślom i akceptować ryzyko, jakie pociąga za sobą miłość", ale jak podkreśla Moro, ta miłość nie może być ślepa. Musi brać pod uwagę ograniczenia, nie może zaprowadzić za daleko, "na skraj zapomnienia".

Surowość i szacunek

Książkę Moro napisał w swoim stylu - bez ślęczenia za biurkiem, a w drodze na szczyt, podczas kolejnej zimowej wyprawy, tym razem na Nanga Parbat. Pisał w rękawiczkach, z zamarzniętymi palcami, stawiając laptop na termoforze, bo przy niskiej temperaturze i wyłączonym generatorze prądu siadały baterie.

Warunki pisania oddaje surowość stylu Włocha - raczej rzetelnie opisuje zdarzenia, z rzadka pozwalając sobie na filozoficzne refleksje czy bardzo osobiste wynurzenia. Choć te, które się zdarzają, głęboko zapadają w pamięć. Wzruszające są jego wspomnienia o Anatoliju Bukriejewie, towarzyszu albo raczej przyjacielu liny, który zginął podczas ich wspólnej wyprawy na Annapurnę w 1997 r. Powrót po tej tragedii do himalaizmu był dla Moro nie lada wyzwaniem.

Prosto, lecz wzruszająco wykłada też swoją filozofię alpinizmu jako formy sztuki, kładąc go na równi z malarstwem i muzyką. - Każdy rodzaj sztuki ma swoją godność. Dlatego nie osądzam i nie krytykuję żadnej formy alpinizmu, nawet tej komercyjnej, praktykowanej przy wsparciu szerpów, z użyciem butli tlenowych i poręczówek prowadzących od pierwszego do ostatniego metra góry. Takie zachowanie byłoby aroganckie i świadczyłoby o całkowitym braku szacunku dla innych - pisze Moro.

Jego szacunek wobec ludzi przejawia się na różne sposoby: w Pakistanie założył szkołę alpinizmu dla chłopców i dziewcząt, działa również jako ratownik górski. Czasem ociera się o bohaterstwo. W 2001 r. zrezygnował ze zdobycia Lhotse, by uratować nieznanego sobie brytyjskiego himalaistę Toma Mooresa. UNESCO uhonorowało go za to nagrodą Fair Play.

Simone Moro, Zew lodu, Wydawnictwo Agora