Polska do hitlerowskiej, jak i sowieckiej agresji we wrześniu 1939 roku nie była gotowa, nie tylko w sensie militarnym. W podręcznikach historii - w kontekście rzezi urządzonej przez najeźdźców - rzadko wspomina się o tym, że Polska nie była również gotowa na zabezpieczenie bezcennych dzieł sztuki przed zbrojną agresją. Choć latem 1939 roku wybuch wojny był niemal nieunikniony, to nie było fizycznej możliwości wywiezienia z Polski tysięcy obrazów, księgozbiorów czy rzeźb. Masowej ewakuacji dzieł sztuki nie udałoby się zachować w tajemnicy. Działania te mogłyby wręcz wywołać panikę wśród ludności cywilnej, skutecznie osłabiając jej morale.

Także ukrycie cennych skarbów było operacją niezwykle skomplikowaną. Można zakopać czy zamurować kilka obrazów na wiele miesięcy, ale jak zabezpieczyć ogromne zbiory przez no właśnie - przez wiele miesięcy, lat? Przecież w 1939 roku nikt nie miał pojęcia, że wojna potrwa aż do 1945 roku. "Władze państwowe, także spora część korpusu oficerskiego polskiej armii, żyły złudną nadzieją, że odciążona na froncie zachodnim przez Francję polska armia skutecznie stawi opór Wermachtowi. Masowe chowanie dzieł sztuki wydawało się zatem zbędne" - piszą Włodzimierz Kalicki i Monika Kuhnke we wstępie do znakomitej książki "Sztuka zagrabiona. Uprowadzenie Madonny". To jedenaście trzymających w napięciu historii o poszukiwaniach - nie zawsze zakończonych sukcesem - bezcennych dzieł sztuki.

Jedną z najbardziej nieprawdopodobnych historii są wojenne losy "Bitwy pod Grunwaldem" Jana Matejki. Obraz ten hitlerowcy chcieli zdobyć nie ze względu na artystyczną wartość dzieła, lecz ze względu na tematykę. Gdyby dostał się w niemieckie ręce - z pewnością zostałby zniszczony. Grupie muzealników, jak i ludziom kompletnie niezwiązanym ze sztuką udało się - z narażeniem życia - obraz o wymiarach 426 na 987 cm ukryć! Na tyle skutecznie, że już w 1945 roku "Bitwa" ponownie znalazła się w Muzeum Narodowym w Warszawie. Po renowacji, kilka lat później, udostępniono ją publiczności. Jak to było możliwe?

Autorzy książki prześledzili całą wojenną drogę obrazu Matejki, tak jak i innych dzieł sztuki opisanych w książce. Tylko niesamowity zbieg okoliczności sprawił bowiem, że do Polski ze Wschodu wrócił znakomity obraz Pompeo Batoniego. Czujne oko eksperta uratowało przed sprzedażą i wyjazdem w nieznane "Żydówki z pomarańczami" Aleksandra Gierymskiego. A historia Biblii Płockiej, czyli rękopisu z I połowy XII wieku, którą możemy dziś zobaczyć w płockim muzeum diecezjalnym? Choć było oczywiste, że dzieło zostało zrabowane, Niemcy, po wojnie, nie kwapili się do jego zwrotu.

"Sztuka zagrabiona", choć jest opowieścią dokumentalną czy historyczną, to czyta się ją jak wciągający kryminał. I niestety, tak jak i w dobrym kryminale, także tu są ofiary.

60 tysięcy zabytków poza granicami kraju. "Uprowadzenie Madonny. Sztuka zagrabiona"