Kariera Slayera trwa od początku lat 80. Muzyków ciągnęło w stronę metalu (wykonywali covery Iron Maiden i Judas Priest), ale nie stronili też od punk rocka. Szybko przestawili się jednak na trashmetalowe tory i konsekwentnie raczą publiczność potężną dawką hałasu. Największym dziełem Slayera jest album "Reign In Blood", z którego pochodzi kontrowersyjny utwór "Angel Of Death" o Josefie Mengele, hitlerowskim zbrodniarzu w białych rękawiczkach. Po publikacji tego numeru zespół został uznany piewcą narodowosocjalistycznej ideologii.

Rzeczywiście trudno określić Slayera zespołem bezideowym. Świadczy o tym choćby oprawa graficzna najnowszej płyty "Repentless" przedstawiająca antyikony świętych z płonącą aureolą, płaczących krwią lub bezrękich kalek konających na krzyżu. Muzyka jest równie obrazoburcza jak dołączona do niej historia obrazkowa.

Szaleńcze tempa, growlujący śpiew, ostre gitary i niemilknąca ani na moment, opuchnięta od okładania pałkami, perkusja - to muzyczny creme de la creme Slayera. Każdy kawałek na płycie "Repentless" jest jak pędzący pociąg, który za moment sforsuje barierę drogową usypaną z materiałów wybuchowych. Odstępstwa od tej trashmetalowej normy? Owszem, zdarzają się, ale należą do rzadkości. Muzycy zdjęli nogę z gazu w "Pride In Prejudice", ale gryfy gitar zamienili na ciężkie sztangi dla osiłków z siłowni. Od tej ekstremalnej sieczki można na chwilę odetchnąć słuchając "When The Stillness Comes" - wstęp jest melodyjny i bardzo klimatyczny, później robi się doommetalowo.

Kat (a właściwie Kat & Roman Kostrzewski) też uwielbia pławić się w różnych odmianach metalu, jednak w jego muzyce generalnie więcej jest akcentów stricte rockowych. Album "666" to klasyka polskiego heavy metalu. Płyta miała premierę na rynku w połowie lat 80., ale muzycy postanowili nagrać ją jeszcze raz - poprawiając wcześniejsze niedociągnięcia. Reedycja pod względem brzmienia wypada dużo lepiej do oryginału, choć przy Slayarze Kat śpiewa piosenki, które... bronią się po latach - weźmy wyposażony w przebojową, momentami zwiewną melodię ze szczyptą łomotu "Czas zemsty" czy ewidentnie romansujące z rockiem "Noce szatana".