- Zależało nam, by jak najwierniej pokazać Deadpoola na dużym ekranie. On doskonale wie, że jest antybohaterem. To dało nam duże pole do popisu i mogliśmy opowiedzieć jego historię w nietypowy sposób. Ten film jest inny od pozostałych ekranizacji komiksów - zapowiada Ryan Reynolds. Po wpadce, jaką była jego pierwsza przygoda ze światem superbohaterów - czyli "Green Lantern", aktor liczy na odkupienie za sprawą pyskatego Deadpoola. Przedsmak jego możliwości dostaliśmy w filmie "X-Men Geneza: Wolverine". Ale wieść niesie, żeby o tym epizodzie zapomnieć, bo "Deadpool" to produkcja rzeczywiście z zupełnie innej parafii.

Tytułowa postać to wyjątkowy przypadek w całym uniwersum Marvela. Na początku lat 90. powołali ją do życia Fabian Nicieza i Rob Liefield. Deadpool, czyli alter ego eks-żołnierza i najemnika Wade'a Wilsona, zaczynał na kartach komiksów jako czarny charakter. Nie traktuje zbyt poważnie samego siebie. Bywa, że świadomy bycia bohaterem komiksu zwraca się bezpośrednio do czytelnika, a teraz widza, zgodnie z zasadą burzenia symbolicznej granicy "czwartej ściany". Nawet podczas walki przerywa serie z pistoletu albo swoje popisy katanami, sypiąc żartami na prawo i lewo. Co nie przeszkadza mu rozprawiać się z przeciwnikami w brutalny sposób. Tej brutalności ma być na ekranie sporo, zarówno w obrazie, jak i w języku, bo film otrzymał kategorię wiekową R pozwalającą twórcom pojechać po bandzie.

Deadpool słynie nie tylko z ciętego języka. Jest świetnie wyszkolony, z wprawą posługuje się bronią, a w wyniku eksperymentu w laboratorium Weapon X - ostatniej nadziei na pokonanie raka (kampania towarzysząca premierze filmu namawia do profilaktyki nowotworowej) - zyskał moc samouzdrawiania. Efekt uboczny: ciało bohatera jest pokryte bliznami, pod maską ukrywa zniekształconą twarz. - Wyglądasz, jakby twarz Freddy'ego Kruegera zerżnęła topograficzną mapę Utah - nie owija w bawełnę kumpel Wade'a. Los mutanta odbija się poważnie na jego psychice, dlatego ta socjopatyczna postać, mimo trudnego charakteru, ma w sobie coś tragicznego i z miejsca budzi sympatię. To kolejny powód, dla którego widzowie powinni go pokochać.