To punkt wyjścia thrillera "Na granicy", pełnometrażowego debiutu Wojciecha Kasperskiego, w którym główne role grają Marcin Dorociński i Andrzej Chyra.

Pierwszy jest samotnym wilkiem, z mroczną historią i psychopatycznym rysem, przez co jego Konrad bywa już porównywany do kreacji Jacka Nicholsona ze sławnego "Lśnienia". Drugi - pogranicznikiem wracającym na stare śmieci w towarzystwie synów (Bartosz Bielenia i Kuba Henriksen). Mateusz liczy, że lekko zdemolowana rodzina - jak mówi Chyra - w odciętej od cywilizacji górskiej bazie odnowi podniszczone więzi, bo teraz kompletnie nie potrafią się dogadać, ukrywając urazy i żale.

Kasperski przyznaje, że różnice pomiędzy aktorami, także jeśli chodzi o zupełnie inne sposoby pracy, miały dla niego znaczenie przy finalnym wyborze obsady: - Chciałem stworzyć dwa antagonizujące się światy: ten filmowego Mateusza oraz Konrada. Tych dwóch aktorów i te dwie postacie są swoimi przeciwieństwami w wielu wymiarach - przyznaje reżyser.

Ekipa pracująca nad filmem, którą stanowili głównie mężczyźni, była przez miesiąc zamknięta w samotnym domu na odludziu. Podobno pojawiły się konflikty. Z relacji twórców wynika, że pewne napięcia i intensywne emocje towarzyszące powstawaniu "Na granicy" udało się wykorzystać, przekuwając na atmosferę, którą widzowie odczują w kinie.

- Ten film jest jak tytuł - na granicy ludzkich możliwości, na granicy charakterów i na granicy pomiędzy byciem chłopcem a mężczyzną - wylicza Marcin Dorociński. - Każdy z bohaterów jest na swojej granicy wytrzymałości, puszczenia nerwów. Każdy ma jakąś swoją wyporność i w różny sposób reaguje szczególnie na sytuacje ekstremalne, które nas dotykają - dodaje aktor. A zimowa sceneria i nieokiełznana natura dopełniają niepokojącego klimatu.