Tym co sprawia, że to kwitnienie jest wyjątkowe jest oczywiście jego lokalizacja. To właśnie w Dolinie Śmierci zanotowano historyczny rekord temperatury w skali globalnej: 56,7 st. Celsjusza 10 lipca 1913 roku. To jedno z najbardziej suchych miejsc na Ziemi. W efekcie mamy tam zwykle krajobraz typowo pustynny, na którym szanse przeżycia mają tylko najbardziej wytrwałe organizmy. Ale chaos pogodowy będący skutkiem ocieplania się klimatu spowodował, że co jakiś czas również tam zdarzają się klimatyczne anomalie. Zeszłej jesieni Dolinę Śmierci nawiedziły deszcze, w październiku spadło ponad 3,5 cm opadów. Może z perspektywy klimatu jaki mamy w Polsce nie robi to wrażenia, ale inaczej sprawa wygląda jeżeli weźmiemy pod uwagę następujące porównanie: w całym roku w Polsce spada średnio 60 cm deszczu; dane dla Doliny Śmierci to niecałe 5 cm.

Nasiona kwiatów, które zdążyły się jesienią zakorzenić, puściły pędy i teraz - cztery miesiące po październikowych ulewach - władze Parku Narodowego informują o niespotykanym kwitnieniu. Jakby tego było mało Dolinę Śmierci wciąż nawiedzają przelotne opady. Władze Parku Narodowego mają nadzieję, że to dopiero początek większej wegetacji roślin w tym rejonie i być może w ciągu najbliższych miesięcy będziemy świadkami wiosennego "super kwitnienia". Ostatni raz mieliśmy z nim do czynienia dekadę temu.