z 25-letnim Bartkiem, dziennikarzem z Warszawy, rozmawiał Marcin Kozłowski

W czym imię Bartosz jest gorsze od imienia Bartek?

W szkole, wśród znajomych zawsze nazywano mnie Bartek. Nikt nigdy nie mówił do mnie w pełnej formie. Tak też przedstawiałem się oficjalnych sytuacjach. Poza tym imię Bartosz nie kojarzy mi się najlepiej.

Jest wiele imion, których nie używa się w pełnej formie. Do Anny nie mówi się zazwyczaj "Anno", a do Przemysława - "Przemysławie".

Uważam, że jeśli istnieje taka możliwość i Ania chce być oficjalnie Anią, a nie Anną, to dlaczego tego nie zmienić na stałe?

Kiedy pomyślałeś na poważnie o tym, by zmienić imię?

Pierwsza myśl pojawiła się wtedy, kiedy zacząłem pojawiać się w telewizji i przedstawiałem się widzom jako Bartek. Miałem wtedy 24 lata. Pół roku temu ostatecznie zdecydowałem się udać do urzędu.

Złożyłeś wniosek?

Złożyłem, pani urzędniczka podbiła pieczątkę, o nic nie pytała, niczemu się nie dziwiła. Powiedziała, że na decyzję będę czekać miesiąc. Potem dostałem odmowę.

Dlaczego?

Urząd stwierdził, że nie ma szczególnych podstaw co do zmiany imienia. Odwołałem się od tej decyzji, napisałem, że ludzie kojarzą mnie jako Bartka. Na dowód załączyłem fragmenty programów z telewizji. Wówczas decyzja była pozytywna. Konieczna jest wymiana dowodu, paszportu, prawa jazdy, informacji w banku.

Ludzie i tak mogli cię przecież tytułować "Bartkiem", niezależnie od tego, co masz w dowodzie.

Tak, ale jeśli kupuję np. bilet na samolot, to muszę wpisywać "Bartosz", a ja wolę wpisywać "Bartek". Szczerze, to trochę moje "widzimisię".

To efekt mody?

Nie, jedyną moją inspiracją w tej kwestii była dziennikarka Danka Woźnicka z Radia Zet.

Twojej mamie nie było przykro, że zmieniasz imię, które ci nadała?

Moja mama nie nadąża za tym, co robię. Nie przeszkadza jej to, twierdzi, że mogę zmienić sobie imię na takie, jakie chcę.

A reakcje znajomych?

Wszyscy zareagowali w ten sam sposób: "naprawdę?!". Byli zdziwieni.

Nie obawiasz się, że z "Bartkiem" w dokumentach ludzie będą traktowali cię trochę niepoważnie?

Mogą mnie traktować niepoważnie z różnych powodów, nawet przez skarpetki, które noszę. Nie można się przejmować całe życie tym, jak nas ktoś postrzega. Jeśli przychodząc do firmy na rozmowę kwalifikacyjną kogoś bardziej od twoich kompetencji będzie interesowało twoje imię, to jest to zwyczajnie słabe.

Skończysz 50, 60 lat. Będziesz dojrzałym facetem ze zdrobniałym imieniem.

W moim odczuciu, imię Bartek nie jest małoletnie i niedojrzałe. Nikt nigdy do tej pory nie potraktował mnie niepoważnie w wyniku tego, jak się przedstawiam. Bartosz, Bartek i Bartłomiej to według mnie trzy równoważne imiona.

Zbigniew Lazar, ekspert ds. wizerunku i reputacji: Wyobraźmy sobie sytuację, w której obecnie dwudziestokilkuletni człowiek o imieniu Bartek za dwadzieścia lat zostanie dyrektorem w dużej firmie. Wówczas podpisywanie się na dokumentach zdrobnieniem może wyglądać niepoważnie. W świecie mediów popularne jest stosowanie imion w krótszej formie, np. Kuba Wojewódzki, Kasia Stankiewicz. To, co jednak może sprawdzać się w dziennikarstwie, show-biznesie, środowisku IT, niekoniecznie musi pasować do oficjalnych biznesowych spotkań na dużym szczeblu. Jeśli spotka się dwóch młodych biznesmenów z firm tworzących aplikacje i mówią do siebie "Jędrek" i "Grzesiek", nie ma problemu. Jeśli jednak "Jędrek" uda się do prezesa dużej korporacji, powinien przedstawić się pełną formą. Nie wolno mieszać konwencji.