W świecie lekko przerażonym po stracie Supermana amerykańscy wojskowi obawiają się, co stanie się jeśli następny superbohater czy jak go określają „meta- człowiek” nie stanie po ich stronie. Lekarstwem ma być projekt Amandy Waller (Viola Davis), która proponuje utworzenie elitarnej jednostki złożonej z największych szumowin. Jej członkowie będą mieli do wyboru wykonywanie rozkazów i szanse na skrócenie wyroków albo rychłą śmierć.

Trzonem jednostki mają być przebywający w tajnym więzieniu: najlepszy płatny zabójca Deadshot (Will Smith), Harley Quinn kiedyś doktor psychiatrii dziś szalona kochanka Jokera (Margot Robbie), przypominający krokodyla Killer Croc (Adewale Akinnuoye-Agbaje) i władający ogniem Diablo (Jay Hernandez). Dołączyć do nich mają jeszcze australijski złodziej Boomerang (Jai Courtney), mistrz wiązania węzłów Slipknot (Adam Beach) i Dr June Moone (Cara Delevingne) archeolog opętana przez starożytną czarownicę Enchantress. Okazuje się jednak, że czarownica ma własny plan. I tak Legion Samobójców dostaje swoje pierwsze zdanie.

W filmie Davida Ayera ekran kradną głównie Margot Robbie w roli szalonej, niezwykle seksownej i nieobliczalnej Harley Quinn oraz Will Smith jako wyrachowany Deadshot, który posiada jeden słaby punkt – swoją córkę. Dzięki nim od razu zaczynamy lubić tytułowy Legion Samobójców i kibicujemy im w ich misji.

Z pewnością pomagają w tym też sceny z więzienia, które pokazują, że właściwie nie mamy do czynienia z jasnym podziałem na dobrych i złych bohaterów. I choć Harley Quinn uspokajająco przypomina, że to oni są tymi złymi, to chyba koniec końców lepiej byłoby wylądować w barze na drinku z oprychami niż w sali kontrolnej po czujnym okiem Amandy Waller, której telefon wyposażony jest w aplikację pozwalającą w ciągu ułamka sekundy zabić dowolnego członka Legionu.

Mocnym akcentem jest też różnorodna ścieżka dźwiękowa z utworami Grimes, Twenty One Pilots i Grace, która nadaje całości nieco teledyskowej estetyki, a kawałki chodzą po głowie jeszcze po wyjściu z kina. Kto będzie chciał może ją od razu kupić, bo płyta „Suicide Squad: The Album” jest już w sklepach.

 Taki sobie Joker

Niestety w filmie rozczarowuje jedna z najbardziej wyczekiwanych postaci czyli Joker w wykonaniu Jareda Leto. Wszyscy czekali na kolejne wcielenie przeciwka Batmana po kultowej już kreacji Heatha Ledgera. Tymczasem poza efektownym makijażem i kilka ładnymi przebitkami Joker ze swoim pobocznym wątkiem znika w plątaninie filmowych wydarzeń i staje się jedynie dodatkiem go historii Harley Quinn.