Okazja do rozmowy w Piotrem Małachowskim nadarzyła się – a jakże – podczas finału akcji społecznej „Wyrównujemy szanse”, której był twarzą. Dyskobol opowiada m.in. o potrzebie pomagania, uczuciach, jakie towarzyszyły mu po konkursie w Rio de Janeiro oraz swoich planach, tych bliższych i tych dalszych.

Rozmowa z Piotrem Małachowskim

Patryk Skrzat: Co daje panu w życiu największą satysfakcję?

Piotr Małachowski: - Oczywiście daje mi ją sport! Ale poprzez sport, mogę też robić coś dla innych ludzi. To się zresztą odbywa na zasadzie wzajemności. Kibice wspierają mnie, a ja mogę ich wesprzeć moimi sukcesami. Dostaję od fanów bardzo miłe wiadomości, w których piszą, że moje osiągnięcia ich napędzają. Takie słowa dają dużo radości i motywacji do dalszej pracy. Druga sprawa, która daje mi satysfakcję, to fakt, że mogę podzielić się także moimi trofeami. One przekładają się na pieniądze i realną pomoc materialną dla potrzebujących. Tę ochotę dzielenia się mam w sobie nieustannie.

Medalem z Rio długo się pan nie nacieszył. Nie żal było go oddać?

- Oczywiście, że jest jakiś tam mały żal. To jest fajna pamiątka, która przypomina o ciężkiej pracy, którą przez lata się wykonywało. Ale jeśli pozbycie się medalu olimpijskiego przeze mnie ma pomóc dziecku, które tak naprawdę niczym nie zasłużyło sobie na swój ciężki los, to super! Teraz ten medal ma dla mnie jeszcze większe znaczenie i większą wartość. Nie finansową, ale czysto ludzką. A wracając jeszcze do kwestii pamiątki, to replika właśnie jest przygotowywana, więc spokojnie, tak do końca się z nim nie rozstanę.

Po igrzyskach w Rio zdecydował się pan na pomoc małemu Olkowi, ale założę się, że zgłasza się dużo więcej osób liczących na wsparcie. Selekcja musi być nieprzyjemna?

Już samo słowo selekcja bardzo brzydko w tym kontekście brzmi, ale rzeczywiście, nie jestem w stanie pomóc wszystkim. Chyba nie ma na świecie takich ludzi, którzy byliby w stanie zaangażować się w każdą akcję i sfinansować wszystkie potrzeby. Robię wszystko, co tylko mogę. Przekazuję na licytacje różne swoje osobiste przedmioty. Staram się odpisywać do wszystkich, którzy proszą mnie o pomoc. Wspieram te osoby tak mocno, jak tylko potrafię. Faktycznie, po akcji z przekazaniem medalu z Rio na licytację dostaję tysiące wiadomości. Przepraszam tych, którym nie jestem w stanie pomóc. Jeśli coś mogę komuś wysłać lub wpłacić jakąś drobną kwotę, to po prostu to robię i będę to robił dalej. Nie jestem jednak niesamowitym bogaczem, który może wydawać pieniądze na wszystko, na co chce. Niestety, bo chętnie bym się nimi dzielił.

Po zdobyciu przez pana srebrnego medalu w Rio, gdzie złoto było na wyciągnięcie ręki, dziennikarze dopytywali, jak mocno jest pan zawiedziony. W odpowiedzi usłyszeli, że nie ma mowy o żalu czy smutku, a jedynie o radości. Naprawdę nie było rozczarowania?

- Życzę każdemu, żeby zdobył na igrzyskach przynajmniej brązowy medal. Wtedy ludzie by wiedzieli, jaką radość sprawia sportowcowi stanie na podium takiej imprezy. Oczywiście, złoty medal to najważniejszy cel, do którego się dąży. Hymn, orzełek na piersi, pełen stadion, euforia i wzruszenie - każdy chciałby to przeżyć, ale wydaje mi się, że drugie miejsce nie jest tragedią. Z jednej strony zaraz po zawodach była we mnie sportowa złość, bo trudno, żeby jej nie było, ale z drugiej było szczęście. W końcu po ośmiu latach wróciłem na olimpijskie podium. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem zadowolony. Nawet jakbym chciał, to czasu nie cofnę i nic już nie zmienię.

Przed kamerami zapowiedział pan za to, że już szykuje się na złoty medal w Tokio. Deklaracja jest aktualna?

- Jeżeli będę zdrowy i będę funkcjonował tak, jak to tej pory, to wydaje mi się, że spokojnie będę mógł rywalizować o podium z innymi chłopakami. Czy o złoto? To się okaże.

Igrzyska w Rio były dla pana główną imprezą sezonu, ale na odpoczynek jeszcze nie czas?

Jeszcze nie, wciąż jestem w rytmie treningowym. Na początku września są zawody w Berlinie, gdzie będzie dwunastu zawodników, którzy startowali w igrzyskach. Później jest finał Diamentowej Ligi. Dopiero po nim mogę udać się na pierwsze w życiu wakacje.  

Są już plany na ten wymarzony urlop?

- Są, ale niech pozostaną tajemnicą. Najważniejsze, że w końcu będę mógł w spokoju odpocząć.