Benedict Cumberbatch znany do tej pory głównie z roli niezwykle inteligentnego Sherolocka Holmesa w serialu BBC dołączył do plejady hollywoodzkich aktorów grających postaci z marvelowskich komiksów. Już wiadomo, że na jednym filmie z pewnością się nie skończy.

Doktor Strange w komiksowym świecie pojawił się w latach 60., w filmowej wersji jest jednak zupełnie uwspółcześniony. Grany przez Cumberbatcha doktor Stephen Stragne (bardzo przywiązany do swojego tytułu naukowego) jest niezwykle uzdolnionym neurochirurgiem zajmującym się tylko beznadziejnymi przypadkami, za rozwiązanie których spływa niego chwała w medycznym światku. Prywatnie doktor Strange raczej nie należy do najprzyjemniejszych. Jest egocentryczny, zarozumiały, żyje trochę ponad stan i niezbyt dobrze traktuje koleżankę po fachu doktor Christine Palmer (Rachel McAdams), z którą kiedyś coś go łączyło. Wszystko zmienia się jednak, gdy lekarz ulega poważnemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego traci władzę w rękach. Gdy zachodnia medycyna nie daje mu szans, udaje się do Nepalu by poznać tajemniczą Starożyntą (Tilda Swinton), która podobno może mu pomóc. Na miejscu dowiaduje się, że losy Ziemii zagrożone są przez działania Kaecilius (Mads Mikkelsen) dawnego ucznia Starożytnej, który zamierza posiać dar nieśmiertelności. Początkowy sceptyczny Strange zaczyna przyuczać się do być potężnym czarnoksiężnikiem.

„Doktor Strange” to już kolejna postać w uniwersum Marvela, która doczekała się własnego filmu,  a w przyszłości pewnie całej serii. Tym razem obraz trzeba koniecznie zobaczyć w 3D, bo sztuczki jakie Strange a także jego przyjaciele oraz wrogowie robią z zaginaniem wymiarów i czasoprzestrzeni świetnie wyglądają w trójwymiarze. Po filmie można się też spodziewać kilka absurdalnych dowcipów (dialog o Beyonce jest wyjątkowo dobry) i dużo walki. W przeciwieństwie do Avangersów zamiast potyczek na najnowsze technologie znajdziemy tu jednak magii.

 

Film wyjątkowo zamiast w piątek będzie miał premierę już w najbliższą środę (26 października). Pamiętajcie, żeby zostać w kinie do końca napisów.