Aby móc na własnej skórze przekonać się, że atrakcje w horror housie McKamey Manor w Summertown są zdecydowanie bardziej hardkorowe niż w innych tego typu przybytkach, nie wystarczy po prostu wejść i zapłacić za bilet. Uczestnictwo w "atrakcjach" musi zostać poprzedzone nie tylko podpisaniem niezwykle szczegółowego, aż 40-stronicowego (!) regulaminu i przejściem testu na obecność w organizmie. Niezbędne jest także dostarczenie zaświadczenia o lekarza, potwierdzającego dobrą kondycję zarówno fizyczną, jak i psychiczną.

Skąd się biorą takie obwarowania? Otóż McKamey Manor nie jest tradycyjnym horror housem z w gruncie rzeczy sympatycznymi potworami (takimi, jak nasz rozmówca sprzed kilkunastu miesięcy). To miejsce, w którym można nie tylko przerazić się nie na żarty, ale defacto być torturowanym psychicznie i fizycznie na własne życzenie. Podczas gdy wizyta w "zwykłym" horror housie trwa około kilkudziesięciu minut, tak uczestnictwo w "Desolation" może trwać nawet kilka godzin. Jak dowiadujemy się ze strony, każdy z uczestników "zostanie poddany zarówno fizycznym, jak i psychicznym próbom do momentu, w którym osiągnie swój moment krytyczny". Krótka zapowiedź "Desolation" dużo mówi na temat charakteru całej atrakcji.

 

Charakter "atrakcji" nie przypadł jednak do gustu wielu ludziom, co widać chociażby w komentarzach pod powyższym filmem. Komentujący zarzucają Russowi McKameyowi (czyli właścicielowi firmy), że tylko dzięki lukom w prawie zarabia na torturowaniu ludzi i łamaniu ich psychicznie. W jednym z wywiadów przyznał on zresztą, że kilka lat temu jeden z uczestników miał atak serca podczas "zabawy". Inny zarzucił McKameyowi, że zastosowano wobec niego waterboarding, a więc torturę znaną chociażby z Guantanamo. McKamey twierdzi jednak, że nikt nikogo do niczego nie zmusza - uczestnictwo jest całkowicie dobrowolne, a każdy ze śmiałków informowany na temat tego, co go czeka.

Nagroda w wysokości 20 tysięcy dolarów nadal czeka na tego, komu uda się ukończyć "atrakcję".