OK, zdajemy sobie sprawę, że Kickstarter to wylęgarnia dziwnych pomysłów, ale nasze ostatnie odkrycie wprawiło nas w niemałą konsternację. Szczotka do pielęgnacji moszny to rzecz z serii tych, o których nawet nie wiemy, że mogłyby istnieć, a my moglibyśmy chcieć je mieć. Żaden mężczyzna na świecie nie poprosił głośno o ten niezwykle intymny produkt, a jednak jego twórca zebrał na platformie crowdfundingowej odpowiednią ilość środków (ponad 7 tys. dol.), by projekt mógł ujrzeć światło dzienne.

Zdjęcie niebudzące absolutnie żadnych skojarzeńZdjęcie niebudzące absolutnie żadnych skojarzeń fot. The Man Tool

Jak to działa?

Cóż, wszyscy znamy to nieprzyjemne uczucie w kroczu, od którego szybko chcielibyśmy się uwolnić. Swędzenie, pieczenie, dyskomfort. Zdaniem Kentona, założyciela The Man Tool, elegancki mężczyzna powinien wówczas kulturalnie oddalić się od towarzystwa, wyjąć eleganckie opakowanie, a z niego eleganckie "męskie narzędzie" i elegancko pozbyć się dyskomfortu. To klasyczny przypadek, w którym najpierw pojawił się produkt, a dopiero później zapotrzebowanie na niego - jakoś sobie przecież wcześniej radziliśmy.

Jeśli chodzi o technikę, to wszystkie chwyty dozwolone - producent przyznaje, że "jakikolwiek sposób, który przynosi ci ulgę, jest właściwy" i dodaje, że nie ma znaczenia, czy robisz to na stojąco, czy na siedząco. Ponoć zastosowane w szczotce włosie jest antybakteryjne, ale nie ma przeciwwskazań, by po użyciu umyć ją mydłem i spłukać pod bieżącą wodą.

Czy naprawdę jej potrzebujemy?

Problem w tym, że może i sama szczotka jest elegancka (wykonano ją z wysokogatunkowego drewna z Czereśni Amerykańskiej, ma skórzany rzemyk-pętelkę i delikatne, przyjemne w dotyku wegańskie włosie), ale czy wyobrażacie sobie noszenie go ze sobą? My nie bardzo.

Dożyliśmy czasów, w których dobrze wychowany mężczyzna drapie się po klejnotach szczotką. Dokąd zmierzamy?Dożyliśmy czasów, w których dobrze wychowany mężczyzna drapie się po klejnotach szczotką. Dokąd zmierzamy? fot. The Man Tool

Spytałem też swoją znajomą, co sądzi o samym pomyśle. Skwitowała, że jeśli zobaczyłaby faceta, który zamiast zwyczajnie się podrapać korzysta ze specjalnie opracowanego w tym celu przyrządu, wcale nie uznałaby, że jest "sophisticated", jak możemy dowiedzieć się z kampanii, a po prostu "crazy".

A skoro już o kampanii mowa, to po obejrzeniu filmu promocyjnego trudno traktować ten produkt poważnie, gdyż przypomina on raczej skecz niż prawdziwą reklamę. Zresztą spójrzcie sami i oceńcie, czy naprawdę czegoś takiego brakuje w waszym życiu.