Międzynarodowa Giełda Birofilów organizowana w browarze w Żywcu trwa dwa dni. Pierwszym wyzwaniem, które staje przed miłośnikiem gadżetów związanych z piwem, jest dotarcie do stolicy polskiego piwowarstwa. Szczególnie z północy Polski. Do Katowic jeszcze pół biedy, ale stamtąd pociąg wlecze się już niemiłosiernie. Pokonanie niecałych 80 kilometrów zajmuje mi dwie i pół godziny. Po drodze dwie przesiadki, w tym jedna do autobusu podstawionego zamiast osobowych wagonów. Stoję w otwartym oknie i podziwiam łagodne stoki Beskidu Żywieckiego.

- Na giełdę? - zagaduje mnie pięćdziesięciolatek stojący obok. W jego głosie słychać resztki miejscowej gwary.

- Tak. Pierwszy raz. Z Gdańska jadę.

- To fajna impreza. Miasto tym żyje. A pan co zbiera? Etykiety? Kapsle?

- Nic. Jestem dziennikarzem.

- To chociaż pan się dobrego piwa napije niedrogo, bo tam u was to siedem złotych jak nic za piwko w ogródku trzeba zapłacić. U nas prawie wszędzie za trzy pięćdziesiąt.

Profesjonalny test piwa, profesjonalna mina. Ocenia się kolor, pianę i smakProfesjonalny test piwa, profesjonalna mina. Ocenia się kolor, pianę i smak 

Andrzej ciągnie opowieść o golonkach i knajpie U Zosi w swojej rodzinnej miejscowości, a mnie się przypominają czasy wakacyjnych wypadów na studiach, kiedy dostępne było piwo lane, ale żeby zaopatrzyć się na wieczorną imprezę, musieliśmy kupić w geesie gar do krochmalu. Innego naczynia nie było. Kto już wtedy zaczynał karierę birofila, nie miał łatwo. Na piwo w sklepie się polowało, a jeśli już było, to przeważnie jeden rodzaj. Nie mówiąc o gadżetach.

Birofil nie pije, bo jest z rodziną

Generalnie jednak najbliższy związek z piwem ma - piwo jako takie. Porządny porter bałtycki na przykładGeneralnie jednak najbliższy związek z piwem ma - piwo jako takie. Porządny porter bałtycki na przykład 

Giełda odbywa się na dziedzińcu otoczonym zabytkowymi budynkami starego browaru. Współczesna fabryka ze stali i betonu jest po drugiej stronie ulicy Browarnej. Przed samym wejściem spotykam Michała Figurskiego.

- Coś pan zbiera?

- Nie. Po prostu lubię piwo, choć nie jestem koneserem. Nie przepadam za ciemnym, lubię pszeniczne. Tu prowadzę konferansjerkę.

- Taka impreza to dobra okazja, żeby znaleźć jakiś dobry gatunek piwa.

- No, teraz to ja się ograniczam. Ale kiedyś... Na początku lat 90. podczas biwaku na Mazurach trafiliśmy na hurtownię alkoholu. Kupiliśmy we trzech sto piw w puszkach. Poszły w jeden wieczór. Dawne czasy.

Kolekcjonować można wszystko, co ma jakiś związek z piwemKolekcjonować można wszystko, co ma jakiś związek z piwem 

Opuszczam Figurskiego i idę w kierunku stoisk. Szybko się przekonuję, że giełda nie ma za wiele wspólnego z monachijskim Oktoberfestem czy polskimi Chmielakami. Na placu przede mną dziesiątki stoisk zasiedlonych przez hobbystów z Polski i kilkunastu innych krajów. Sprzedają lub wymieniają się wszystkim, co ma związek z piwem. Etykiety od piw, kartonowe podstawki, kapsle, butelki, pokale firmowe (pokal to taka ni to szklanka, ni kufel), puszki, otwieracze. Odnajdywane na internetowych giełdach, zagraconych strychach, w zamykanych lokalnych browarach. Trwają ożywione dyskusje, gdzieniegdzie dochodzi do transakcji, ktoś komuś podaje dłoń. W powietrzu unosi się mdławy zapach słodu z pobliskiego browaru. Zefirek miesza go z zapachem świeżego piwa. Mimo że słońce daje się we znaki wszystkim, podchmielonych amatorów małego jasnego nie widać. Sielanka. Przy jednym ze stoisk czteroosobowa rodzina. Kobieta i mężczyzna w strojach stylizowanych na regionalne, podobnie ubrane dwie córki kręcą się obok. Rozkładany stół zasłany pudełkami z etykietami i kartonowymi podstawkami pod pokale.

- Zbieram etykiety od 1977 r. Mam parę tysięcy - pan Jacek się zamyśla. Do Żywca przyjechał ze Szczecinka w zachodniopomorskim.

- Przed wojną było w Polsce dużo minibrowarów. Teraz etykiety piw z takich browarów osiągają rekordowe ceny u kolekcjonerów.

- Na przykład z jakich?

- Najdroższe są te z Kresów Wschodnich.

- Ile kosztują?

- Nieraz i 1000, i 2000 zł.

- A co panu udało się w tym roku upolować?

- Proszę spojrzeć - pan Jacek bierze do rąk coś w rodzaju drewnianej beczki z metalową pokrywką, z której coś wystaje.

- Co to jest?

- To taki przedwojenny keg, czyli coś, w czym woziło się dawniej lane piwo. Niedużo za to dałem. Parę stówek - cieszy się pan Jacek. Wraca na stoisko. Pojawił się klient.

- Po ile? - młody mężczyzna bierze do rąk trzy czarno-białe etykiety.

- Tylko 25 zł. Te są z Wysp Dziewiczych.

Kolekcjonować można wszystko, co ma jakiś związek z piwemKolekcjonować można wszystko, co ma jakiś związek z piwemKolekcjonować można wszystko, co ma jakiś związek z piwem

Małe piwo na balkonie

Z kolekcjonerami można godzinami gadać o ich zbiorach. Ja muszę się jeszcze rozejrzeć, bo za dwie, trzy Birofil Birofil   godziny impreza ma się skończyć. Słońce pali niemiłosiernie. Trzeba połączyć przyjemne z pożytecznym. Wezmę udział w konkursie degustacji piwa pszenicznego z domowej produkcji - mało popularnego na polskim rynku. Oprócz mnie w konkursowej degustacji bierze udział kilkunastu dziennikarzy. Na stole co dziesięć minut stawiane są kubeczki z jasnym zimnym napojem. To piwo rzeczywiście jest inne niż to ze sklepu czy z knajpy. Opisujemy nasze wrażenia zapachowe, smakowe, wizualne. Obsługujący nas mężczyzna tłumaczy, że takie piwo powstaje z jęczmienia i pszenicy. Pół na pół. Powinniśmy wyczuć m.in. goździki i banany.

Obok nas stoją paczki z napisami: pilsner, porter, lager itp. Z opisu na opakowaniach widać, że zawierają składniki do produkcji piwa. Niedaleko stoisko z piwem i kolejka do piwa lanego.

- Ile kosztuje taki pakiecik? - pytam mężczyznę, który donosi nam próbki. To Przemek Czarnik z firmy browamator.pl

- Od 39 zł w górę.

- Potrzebna jest do tego jakaś aparatura.

- Zależy jak bardzo się panu chce pobawić w browarnika. Może pan kupić kocioł do warzenia i parę gadżetów, wydać 4-5 tys. zł, ale może pan też uwarzyć piwo w zwykłych garnkach i zamknąć się w 300, 400 zł.

- Jak długo trwa taki proces?

- Do czterech tygodni.

- To popularne w Polsce hobby?

- Powiem tak - zaczęliśmy w 2002 r., mamy już kilkanaście tysięcy stałych klientów.

Przemek tłumaczy mi jeszcze, że warzenie zaczyna się w październiku, bo Polacy wolą piwa tzw. zimnej fermentacji. Aby uzyskać dobry efekt, trzeba temperatury 10-14 stopni.

- A tyle jest wtedy na balkonach, gdzie najczęściej stoi aparatura - śmieje się.

- To, co ja sprzedaję, to maksymalnie pół miliona. A to już poziom osiągalny dla wielu przedsiębiorców, także początkujących.

- Sprzedał pan już coś?

- Tak. Trzy instalacje na Śląsku. Jesienią ruszą - mówi Dusza. - Ale do Niemców nam daleko. Tam małe browary to 30 proc. rynku. Tną koszta, mają własną sieć dystrybucji. Tak będzie za parę lat i u nas, bo wyprodukowanie litra piwa kosztuje półtora złotego z podatkami. Interes będzie się kręcił.

Koncert zespołu Poparzeni Kawą Trzy, w skład którego wchodzą pracownicy radia RMF FM oraz Radia Zet Koncert zespołu Poparzeni Kawą Trzy, w skład którego wchodzą pracownicy radia RMF FM oraz Radia Zet  

Kończę zwiedzanie. W myślach liczę. W tym roku było tu 3000 kolekcjonerów z krajów sąsiednich, ale też z Belgii, Włoch, Anglii, Grecji. Kolejne parę tysięcy to klienci browamatora, parę setek naliczył pan Andrzej od minibrowarów. Najdroższa etykieta - z piwa warzonego w Jabłonicy Polskiej - poszła za 2500 zł. Piwo i okolice to w Polsce jednak dobry interes.

Panowie - wśród nich Michał Figurski i Wojciech Jagielski - chętnie fotografowali się w towarzystwie atrakcyjnych dziewczyn w regionalnych strojach Panowie - wśród nich Michał Figurski i Wojciech Jagielski - chętnie fotografowali się w towarzystwie atrakcyjnych dziewczyn w regionalnych strojach