Stalowa to typowa ulica warszawskiej Pragi. Obdrapana, z małymi sklepikami, gdzie można brać "na krechę" i gdzie każdy zna każdego. W środku dnia zawsze można spotkać tu "stójkowego" z butelką z wysokoprocentowym napojem. Artyści zachwycają się tą lokalnością. Wielu w te okolice się sprowadziło albo otworzyło tu knajpy. Wielu też chce pomagać, bo wychowywana często w patologicznych rodzinach młodzież nie ma szans na wyrwanie się z marginesu. Znany z działań społecznych w przestrzeni miejskiej Paweł Althamer (stworzył park - raj na Bródnie, poleciał "w kosmos" ze swoimi sąsiadami) pracował tu z miejscowymi chłopakami w ramach Grupy Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga Północ.

Zamiast wystawać w bramach na Stalowej robili z nim rzeźbę. Pojechali na jej odsłonięcie do Berlina - wtedy po raz pierwszy byli za granicą i po raz pierwszy jechali pociągiem. Sami wybrali jej bohatera. Guma był jedną z nielicznych pozytywnych postaci w ich otoczeniu. Chcieli go upamiętnić, bo nie znali nikogo lepszego. O tych wielkich postaciach nie mieli pojęcia - to dzieci, które rzadko zaglądają do szkoły, nigdy do świetlic czy domu kultury.

- Dla nich świat jest miejscem nieprzyjaznym. Dla nich agresja to jedyna forma okazywania uczuć - mówi opiekujący się nimi pedagog Andrzej Orłowski.

A Guma z nimi rozmawiał, czasem dawał pieniądze. W trakcie robienia odlewu rzeźby - zmarł. Stąd pomysł, żeby jeden z dwóch egzemplarzy pomnika ustawić tam gdzie widywano go najczęściej - na rogu Stalowej i Czynszowej. Nie zrobiono go z marmuru, mosiądzu czy brązu tylko z gumy. Jeszcze wczoraj przed odsłonięciem przechodnie na Stalowej wyrażali się o nim pogardliwie. - Na co to tyle pieniędzy, menelowi stawiać pomnik - mówiła sprzedawczyni w sklepie, pod którym często przystawał Guma. O tym, że będzie taka akcja, jak inni na Pradze, dowiedziała się z gazet. Starannie się umalowała się i uczesała. - Wie Pani, kamery przyjadą - mówi.

Na spacer w poszukiwaniu pomnika wybrał się pan Ryszard. Że będą stawiać pomnik Gumie dowiedział się od córki. - Bezrobotny był, pijaczek drobny i złodziejaszek. Stał całe dnie po sklepem i prosił ludzi o pieniądze. Nic takiego nie dokonał, nie wiem po co robić zamieszanie. Może żeby przestrzec innych? - zastanawiał się.

- On po prostu wraca na miejsce. Poza tym chcieliśmy go chłopakom zostawić, żeby mieli go u siebie, a nie gdzieś daleko, w muzeum po drugiej stronie Wisły, o którym nikt u nich nie słyszał - dodaje Orłowski.

Niezwykłe pomniki w Polsce i nie tylko

Pomnik Szymona Giętego

Pierwszym w Polsce pomnikiem "zbieracza złomu i makulatury" był pomnik Szymona Giętego, który odsłonięto w 2004 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Mieszkańcy miasta najpierw ufundowali mu nagrobek, później zebrali fundusze i postawili mu pomnik. Stoi na ul Sikorskiego 111. Dla Gorzowian był postacią szczególną - znał go każdy - jeśli nie osobiście, to z opowieści. Mówiło się, że był kapitanem statku, który zatonął albo konstruktorem mostów, który po zawaleniu jednego z nich przysiągł, że więcej nic nie zbuduje. Zajął się zbiorem makulatury i butelek, a przy okazji został prześmiewcą zakłamania czasów komuny. Z wózkiem pełnym złomu paradował na defiladach 1 maja jako drobny przedsiębiorca. Nie raz siedział pod szkołą i rozwiązywał maturalne zadania, które uczniowie przemycali później na egzamin. Miał swoje zwierzęta: kawkę, lisa, puchacza, a także papugę, która miała ponoć pierwszy nakręcany zegarek w Gorzowie.

Pomnik psa Dżoka

26 maja 2001 roku odsłonięto go na bulwarach wiślanych w Krakowie. Zrobił to także pies - owczarek niemiecki o imieniu Kety. Historia Dżoka uważana jest za jedną z legend Krakowa. Jego właściciel zmarł na atak serca w pobliżu Ronda Grunwaldzkiego. Pies, dokarmiany przez mieszkańców, przez rok czekał tam na swojego pana. W końcu pozwolił się przygarnąć nowej właścicielce. Gdy i ona umarła pies uciekł i zginął pod kołami jadącego pociągu.

Pomnik psa Hachito

Pomnik psa Hachito przy stacji Shibya w Tokio, to jeden z najbardziej znanych punktów w mieście, miejsce spotkań. Ufundowano go w kwietniu 1934 roku, a jego autorem był rzeźbiarz Teru Ando. W czasie wojny statua psa, którą wykonano z brązu, została przetopiona na potrzeby wojska. W 1948 roku pomnik postawiono ponownie. Hachito należał do profesora Tokijskiego Uniwersytetu Cesarskiego Eisaburo Ueno. Co rano odprowadzał swego pana na stację Shibuya i zjawiał się tam ponownie po południu, gdy ten przyjeżdżał z uczelni. 21 maja 1925 roku profesor zmarł w pracy. Hachito nie doczekał się jego powrotu, ale nie przestał czekać. Przez ponad dziesięć lat widywano go codziennie na stacji Shibuya. Tam też 7 marca 1934 roku znaleziono go martwego. Poinformowały o tym wszystkie duże gazety w Japonii.