Standardową "szybkę" mikrofalówki zastąpiono 10,4-calowym ekranem LCD, a do środka wbudowano mini-komputer. Sprzęt z pozoru nie różni się niczym, przynajmniej z wyglądu, od standardowej kuchenki i oczywiście oferuje możliwość podgrzewania potraw. To, co jednak odróżnia go od innych, to możliwość łączenia z internetem i wyszukiwania na YouTube klipu o długości równej czasowi przygotowania danej potrawy.

Niestety taki patent ma swoje minusy. Nawet tak "stuningowana" mikrofalówka nie jest idealna, toteż wybór klipów jest losowy - zgadza się tylko czas. Tym samym łatwo możemy trafić na coś, czego nie chcemy oglądać.

Ponadto LCD uniemożliwia podejrzenie tego, co aktualnie dzieje się z jedzeniem. Mimo że czas przygotowania zazwyczaj znajdziemy np. na opakowaniu, lepiej mieć oko na to, jak wygląda chociażby pizza.

Idea jest jednak ciekawa, a możliwość podłączenia do globalnej sieci pralki, czy czajnika elektrycznego brzmi intrygująco. Chyba jednak lepiej, by kuchenka, niekoniecznie mikrofalowa, zamiast z YT, łączyła się z wirtualną książką kucharską.