Jedziemy do opuszczonego dwupiętrowego budynku w Wilanowie. Jest godzina 10. Przez dziurę w płocie widzimy 4 mężczyzn (30-50 lat) siedzących wokół ogniska w ogrodzie. - Dzień dobry. Makaron gotujemy - wyjaśniają. Obok paleniska stoi garnek z sosem pomidorowym i kiełbasą, a na blaszanej beczce przysypane śniegiem szklanki i butelki po wieczornej libacji. Są nastawieni przyjaźnie. Mówią, że nic im nie trzeba, a do ośrodka nie pójdą, bo tu im dobrze. Sąsiedzi dają im jedzenie i ubrania w zamian za odgarnianie śniegu z chodnika i wniesienie węgla do piwnicy. Pieniądze na inne wydatki zarabiają na zbieraniu złomu. Wchodzimy do budynku. Lodówka. Na podłogach materace, brudne koce i podarte kołdry znalezione w śmietniku. Mury chronią tylko przed wiatrem.

Traperzy znad Wisły

Dwóch innych bezdomnych koczuje kilkaset metrów od trasy wylotowej na Gdańsk. Z trudem przedzieramy się przez śnieg. Świeże ślady prowadzą do zarośli. Tam od wakacji mieszka Cezary, który dopiero niedawno dał się namówić na codzienną darmową zupę. Jako jeden z niewielu w ogóle nie pije, stroni od ludzi. Wokół jego legowiska wisi mnóstwo reklamówek z ubraniami. Obok materaca - lustro oparte o drzewo. Ale gospodarza już nie ma. Idziemy w stronę jego sąsiada. Słychać powitalne "Halo!" To Grzybek - mówią strażnicy. - Imienia nie znam,y bo ciężko się z nim dogadać. Ma 53 lata i końskie zdrowie. - Do ośrodka pan nie chce? - A na cholerę mi to! Wodę gotuję - odpowiada. Grzybek zbudował sobie piec z cegieł. Ogrzewa nim spory szałas. Darmowej zupy nie chce, bo obraził się na cały świat. Humor go nie opuszcza. - Ogolę się tylko i idę na dziewczyny - śmieje się. - A jadł pan coś dzisiaj? - Tak. Wczoraj kupiłem kilo głowizny. Starczy na jakiś czas.

Ciepła zupa pomaga

- Codziennie rano sprawdzamy, czy przetrwali noc, a popołudniami ok. 240 bezdomnym zawozimy zupę i chleb. Do rąk własnych, bo - jak mówi Jolanta Borysewicz z biura prasowego stołecznej straży miejskiej - nie wiadomo, czy sami by przyszli.

Pieniądze na posiłek daje miasto. Strażnicy docierają do bezdomnych, wypytując mieszkańców lub odkrywając ich podczas rutynowych patroli. Są bezdomni, ale także dumni. O pomoc proszą w ostateczności. Mróz w połączeniu z alkoholem może mieć dla nich fatalne skutki, dlatego odwiedzamy nawet tych, którzy za nami nie przepadają - dodaje Borysewicz.

Jeden telefon i czyste sumienie

Jeśli widzimy osobę śpiącą na dworze, przystanku lub w nieogrzewanym miejscu - zadzwońmy na policję (nr 112) albo do straży miejskiej (986). - Możemy uratować komuś życie. Dzwońmy także, jeśli bezdomny jest pijany, bo właśnie on jest najbardziej narażony na wyziębienie organizmu i śmierć - mówi Anna Adamkiewicz z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Centrum codziennie monitoruje sytuację w schroniskach dla bezdomnych. Wszyscy, którzy się tam zgłoszą lub zostaną przywiezieni, zostaną przyjęci - zapewnia Adamkiewicz.