Taconafide 'Tamagochi' to hit młodzieży.Taconafide 'Tamagochi' to hit młodzieży. Youtube

„Facebook? Chyba oszalałeś! Moja babcia z tego korzysta”, powiedział ostatnio mój bratanek z zażenowaniem. Rzeczywiście to medium „starców”?
To prawda, młodzi uciekają z Facebooka. Zauważyliśmy to, bo w pewnym momencie naszej pracy, czyli badań kultury młodych, coraz trudniej było nam ich tam znaleźć. Wtargnięcie starszych osób na ich terytorium rusza ich bardziej niż kwestie naruszania przez Facebooka prywatności użytkowników. Ucieczka ta nie jest jednak ucieczką totalną. Przede wszystkim dlatego, że codzienność młodych wciąż toczy się na zamkniętych facebookowych grupkach: od grupki szkolnej, przez społeczności fanowskie, po grupy ogólne, takie jak Storyofmajlajf. Tam starsi nie mają już tak łatwego wejścia, więc młodzi czują się bardziej komfortowo niż na „pierwszym Facebooku”.

Czym różnią się kontakty między rówieś- nikami dziś, od tych 20 lat temu?
Kiedy w naszych badaniach zaczęliśmy porównywać grupy różnych pokoleń (np. kilkudziesięciotysięczną „Urodzeni w latach 50.” i ponad stutysięczną „Jednorożce”, okazało się, że mimo różnych form, języka i tematów, potrzeby i emocje są te same. Jedni chwalą się pelargoniami na balkonie, drudzy zdjęciami z raperem Quebonafide, ale dla obu pokoleń te grupy to takie bezpieczne przestrzenie, w których przede wszystkim są akceptowani. Nawet jeśli język młodych się zmienia, wciąż chodzi im o to, co było ważne również dla nas. Nie szukają ucieczki od rzeczywistości. Nawet jeśli między tzw. IRL-em („in real life”) a „netem” są jakieś różnice, nie chodzi o to, aby się odciąć, wyobcować. Bycie „w necie” to bycie „w świecie”, wraz z innymi – nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak to nie wygląda.

Co jest dla młodych synonimem obciachu?
Po pierwsze i najważniejsze – bycie tzw. „atencjuszem”, czyli przesadzone ubieganie się o uwagę innych. Na zamkniętych grupach atencjuszy trzymają w ryzach admini, ich zadaniem jest wyłapywanie osób, których posty są nieautentyczne, obliczone tylko na zwrócenie na siebie uwagi (fejm) czy wywołanie niepotrzebnej dyskusji (gównoburzy). To niesamowite, że w rzeczywistości mediów społecznościowych, w której chodzi przecież o lajki, to pokolenie umiało wykształcić w sobie wrażliwość, która oddziela to, co fejkowe (sztuczne), od tego, co prawdziwe.

Co jeszcze?
Na temat tego, jak na świat patrzą pokolenia starsze, bardzo często się ironizuje. Śmianie się z „januszostwa” i „cebulactwa” zawsze będzie w dobrym tonie. Pamiętasz memy z nosaczem, charakterystyczną małpą, która ma symbolizować pazernego, wstecznego i zawistnego Polaka? Młodzi doskonale złapali w nich wszystkie cechy, które tak bardzo irytują i śmieszą ich w starszych. Memy z nosaczem stały się tak popularne i oczywiste, że na niektórych grupach młodzieżowych za ich postowanie można nawet dostać bana, bo admini uznają, że nie jesteś już kreatywny, tylko zależy ci na łatwych lajkach. Jesteś więc atencjuszem. Z kolei jeśli starsi z czegoś się śmieją (np. kabarety, gdzie „chłop jest przebrany za babę” albo komiksowe dowcipy z „Angory”), to pewne, że młodzi potraktują to jako żenującą rozrywkę, jako „bezbeka”. Zażenowanie i ironia to nowy „bunt młodzieńczy”, bardzo silnie cementujący tożsamość młodych.

Kto jest idolem, a kto autorytetem dla dzisiejszej młodzieży? Youtuber? Rodzic?
Idole młodych to niekoniecznie celebryci z pierwszych stron gazet. Youtuberzy, którzy zaskarbili sobie uznanie młodych, osiągnęli je właśnie dlatego, że byli normalni – tacy jak ich widzowie. Nie mieli oporów, żeby mówić o swoich obawach i lękach – zrobił tak Gimper, zrobił tak Dubiel. Autorytety młodych muszą rozumieć nowe domeny, w których nastolatkowie odnajdują się w naturalny sposób – gaming, YouTube czy rap. Pokazać im, jak można poprawiać swojego „skilla” w grach, o czym można mieć kanał czy o czym można rapować. Takie osoby ich inspirują, to od nich chcą się uczyć, to dzięki nim mogą dowiedzieć się, jak można np. zarobić na swojej pasji, co pozwoliłoby uciec im przed światem oczekiwań pt. „normalna praca”.

Pokolenie dzisiejszych 20-latków to ponoć pierwsza generacja, która ma i będzie mieć w życiu gorzej niż jej poprzednicy. Dotychczas każde pokolenie miało lepiej od swoich rodziców. Jak to znoszą?
Pokolenie młodych to pokolenie zaprogramowane na sukces, na osiąganie. Wysokie wymagania rodziców nierzadko stanowią ich codzienność. Ale codziennością są też porażki, „przegrywy”. Pierwsze konfrontacje z rówieśnikami pokazują im, że nie każdy może być jednorożcem, jak wmawiali im rodzice. Stąd taki „sukcesizm” rodzi w nich frustrację, a te niepokoje wymagają przepracowania. Reakcję młodych nazwaliśmy failcorem, kultem przegrywania, gdzie bycie „życiowym przegrywem” to już nie temat tabu, ale powód, dla którego cementują się więzi tych, którym nie zawsze się udaje. Przyznawanie się do swoich niepowodzeń i lęków, a wręcz chwalenie się nimi, ma ważną funkcję terapeutyczną, jest formą zbiorowej terapii. Porażka jednoczy, została oswojona. Tu i teraz. A jak będzie w przyszłości? O tym młodzi starają się nie myśleć, mają wystarczająco wiele na głowie teraz. My też nie myśleliśmy o przyszłości.

Anna Rzeźnik – w firmie doradczej CPC Brand Consultants zajmuje się tworzeniem strategii marek i przekładem świata młodych na język zrozumiały dla korporacji.

Paweł Pawiński – pracuje w Zakładzie Komunikacji Wizerunkowej UWr jako promotor specjalności Branding i opiekun koła naukowego Brandico.