Obserwując relacje mediów z ulic polskich miast można stwierdzić, że Polacy w większości przestrzegają wprowadzonych niedawno regulacji, nakazujących siedzenie w domu (choć oczywiście zdarzają się przypadki łamania zasad kwarantanny). We Włoszech sytuacja wygląda zgoła inaczej – część tamtejszego społeczeństwa nie do końca poważnie potraktowała apele władz o pozostanie w domach. Włodarze włoskich miast postanowili więc sięgnąć po sprawdzony sposób perswazji i zaczęli po prostu krzyczeć na mieszkańców. Niektórzy z większym spokojem, inni natomiast z pasją i pomocą wulgaryzmów.

 

Prezydent regionu Kampania Vincenzo De Luca zapowiedział, że jeśli mieszkańcy nie będą stosować się do zasad, wyśle na ulice policjantów wyposażonych w miotacze ognia. Antonio Decaro z Bari postanowił przejść się po swoim mieście i nakazać powrót do domów wszystkim, których spotkał na swojej drodze. Cateno De Luca z Mesyny otwarcie zapowiada, że dopadnie winnych naruszania przepisów. Giuseppe Falcomata z Reggio Calabria musiał uświadomić jednego z mieszkańców, że obecna rzeczywistość to nie film „Jestem legendą”, a on sam nie ma nic wspólnego z Willem Smithem. Nerwy kompletnie stracił Antonio Tutolo z Lucery, który w dość niewybrednych słowach wypowiedział się o nieodpowiedzialnych mieszkańcach swojego miasta.

Nic dziwnego, że burmistrzowie włoskich miast są coraz bardziej nerwowi. Kraj z Półwyspu Apenińskiego pozostaje liderem w niechlubnym rankingu państw, w których na skutek koronawirusa zmarło najwięcej ludzi.