Podróże międzyplanetarne, podbój kosmosu… człowiek od dawna o tym marzy, ale na drodze do osiągnięcia celu mamy jeszcze wiele przeszkód, a jedną z największych jest promieniowanie kosmiczne. W czasie jednej podróży na Marsa przyjmuje się 60% maksymalnie rekomendowanej na całe życie dawki, problem jest więc poważny i wymaga zaangażowania wielu różnych naukowców, aby astronauci wysłani na Czerwoną Planetę byli bezpieczni. Taka taktyka przynosi jednak pozytywne skutki, bo jak się właśnie dowiedzieliśmy Amerykanie dokonali pewnego przełomowego odkrycia, a wszystko za sprawą pleśni porastającej opad promieniotwórczy z elektrowni w Czarnobylu!

Podczas badań na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej okazało się, że jest ona w stanie zablokować część promieniowania i będzie ją można przystosować do wykorzystania podczas podróży na Księżyc i Marsa. Sama pleśń jest w ogóle bardzo ciekawa, bo zdaniem naukowców wykorzystuje proces tzw. radiosyntezy, czyli czegoś na wzór fotosyntezy, tyle że zamieniając promienie gamma w energię chemiczną, a znaleziono ją całkiem przypadkiem w okolicach felernego reaktora. A że ciekawość rzecz ludzka, a naukowcy mają głowę na karku, to pleśń szybko poleciała na ISS, żeby przekonać się, czy faktycznie może się nam do czegoś przydać.

W ten oto sposób C. sphaerospermum, bo o niej właśnie mowa, może stać się cichym bohaterem naszych kosmicznych podbojów - pleśń w kosmosie nie tylko radzi sobie bez problemu, ale i obniża poziom promieniowania o blisko 2%, które zdaniem badaczy łatwo zamienić na 5%, jeśli tylko dokładnie pokryjemy pożądany obiekt warstwą pleśni o grubości 1,7 mm. Co jeszcze ciekawsze, wraz z grubością warstwy rośnie stopień ochrony przed promieniowaniem i jeśli uda się uzyskać “trawnik” o grubości 21 cm, to możemy praktycznie zniwelować efekt promieniowania kosmicznego, jakie człowiek przyjąłby na Marsie! A biorąc pod uwagę, że na pokład statku wystarczy zabrać tylko odrobinę pleśni, a następnie rozmnożyć ją na miejscu, by pokryć nią stawiane budynki, to odkrycie może być na wagę złota - dosłownie! Kiedy więc następnym razem zobaczycie pleśń na swoim jedzeniu, pomyślcie o niej zdecydowanie cieplej :)