A mówiąc całkiem serio, The Gray Man będzie pierwszym netflixowym filmem z budżetem przekraczającym 200 mln dolarów, ale nie da się ukryć, że duet Joe i Anthony Russo z takich właśnie słynie - wystarczy tylko spojrzeć na takie kasowe hity, jak Avengers: Endgame czy Infinity War. Jeśli zaś chodzi o fabułę, to nie wiemy jeszcze nic oficjalnie, ale z prasowych doniesień wynika, że Ryan Gosling i Chris Evans wcielą się w rolę płatnych zabójców, którzy będą na siebie polować, a całość opierać będzie się o popularną serię książek Marka Greaneya. Ba, spodziewać mamy się tu filmu akcji w najlepszym wydaniu, na skalę najnowszych odsłon Bonda!

Nie da się ukryć, że to śmiałe założenia i śmiały budżet, ale z drugiej strony trudno się dziwić Netflixowi, że wyrzuca kasę na kolejne blockbustery po sukcesie takich filmów, jak Tyler Rake: Ocalenie z Chrisem Hemsworthem, który Russosowie swoją drogą napisali i wyprodukowali, The Old Guard z Charlize Theron, 6 Underground z Ryanem Reynoldsem czy nawet Bright z Willem Smithem, które ostatecznie mocno powiększyły grono jego odbiorców. Poza tym, platforma wciąż ciągnie na swoim sukcesie związanym z pandemią koronawirusa, która w odróżnieniu od innych branż, tu mocno pomogła zwiększyć zyski - Netflix poinformował, że w ciągu ostatniego kwartału zyskał 10 mln subskrybentów, co przełożyło się na 26 mln nowych użytkowników w ciągu pierwszego półrocza 2020. 

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, tzn. kolejna fala zachorowań nie wymusi ponownego zamknięcia planów zdjęciowych, to produkcja powinna ruszyć już jesienią, a najpóźniej wiosną przyszłego roku, więc jak łatwo się domyślić premiery doczekamy się najwcześniej w 2021 roku. Wydaje się jednak, że warto poczekać, szczególnie że do tego czasu i tak nie będziemy się nudzić, bo Netflix zadbał o mnogość nowych seriali i filmów, które trudno byłoby ogarnąć, nawet w sytuacji kolejnego lockdownu.