Ale spokojnie… wcale nie chodzi tu o pieniądze (przecież firma jest tak biedna, że musi prosić o obniżki czynszu w swoich sklepach), a przynajmniej nie dosłownie, bo Apple “dostarczy” badaczom 150 uczestników wyposażonych w urządzenia Apple Watch i Beddit (narzędzie do śledzenia snu opracowane przez wykupiony przez Apple w 2017 roku startup).

Testy mają potrwać 3 lata i pomogą lepiej zrozumieć, jak czynniki takie jak sen i aktywność fizyczna wpływają na depresję i stany lękowe - w 2021 roku uczelnia rozszerzy badania, żeby wzięło w nich udział jeszcze 3000 ich studentów i kadra akademicka. 

Co ciekawe, całe badania zostały tak zaplanowane, że zostaną przeprowadzone całkowicie zdalnie, a uczestnicy nie muszą obawiać się o prywatność, bo wszystkie dane zbierane przez Apple będą anonimowe. Naukowcy liczą, że dokonają przełomu i odkryją coś, co pomoże lekarzom lepiej wyłapywać objawu depresji, bo nie ukrywają, że niedopuszczalne jest, by wciąż posługiwać się metodami wypracowanymi ponad 100 lat temu, a konkretniej “obserwacją i wypytywaniem pacjentów o to, jak się czują”.

 - Obecne podejście do leczenia depresji opiera się niemal całkowicie na reagowaniu na objawy opisywane przez pacjenta. Dlatego nasze badania to ważny krok, żeby uzyskać obiektywne i precyzyjne pomiary prowadzące do właściwej diagnozy i leczenia - tłumaczą naukowcy.

A co ma do tego wszystkiego Apple, poza reklamą oczywiście? Nie da się ukryć, że firma od lat skupia się na aspektach zdrowotnych w swoich produktach i chętnie eksperymentuje z nowinkami, które monitorują stan naszego zdrowia i samopoczucia, a w ten sposób dostanie wgląd w informacje z pierwszej ręki. Mówiąc krótko, przyjemne z pożytecznym i to w sumie dla wszystkich.