Kiedy więc niedługo po ukończeniu najnowszej produkcji Naughty Dog i gdzieś pod koniec Ghost of Tsushima, nieco rozczarowującego w pewnych aspektach, ale wciąż urzekającego, przypadło mi w udziale rzucenie okiem na Torchlight III, miałem bardzo mieszane uczucia. No bo z jednej strony zapowiadało się na przyjemny powrót do przeszłości, a z drugiej nie dosyć, że tytuł nie miał szans w starciu z gigantami, to jeszcze wymusił granie na PC, czego od lat unikam jak ognia (po wielu godzinach pracy spędzanych codziennie przy komputerze muszę to powiedzieć: niech żyją kanapa i pad!). Pierwszy kontakt z grą też nie był najlepszy, bo po kilku minutach na usta cisnęło mi się tylko jedno pytanie, kto jeszcze dziś robi takie gry

Zacznijmy jednak od początku. Dziś zgodnie z prawdą przyznaję, że jestem konsolowcem z krwi i kości, ale były takie czasy, że ręce drętwiały od wciskania myszki przy okazji szlachtowania kolejnych potworów w Diablo. Obecnie hack’n’slash to jeden z gatunków ginących, bo na rynek trafiają dosłownie pojedyncze gry (najczęściej wątpliwej jakości) i nawet samo Diablo III niewiele tu zmieniło, ale kiedyś tytułów “diablopodobnych” był urodzaj, a jednym z nich był właśnie Torchlight. Ten zawsze pozytywnie wyróżniał się na tle konkurencji, wnosząc do rozgrywki coś świeżego (wystarczy tu wspomnieć obecnego w serii od początku zwierzęcego towarzysza) i urzekając swoją kolorową kreskówkową grafikę. 

Torchlight IIITorchlight III Daniel Górecki

Tyle że te czasy już dawno za nami, współczesne gry to zupełnie inna bajka i nie wydaje się, by Torchlight III miał szansę coś w tym temacie zmienić. A może się mylę? Można się tego dowiedzieć tylko w jeden sposób, a mianowicie sprawdzając to na własnej skórze, co oczywiście zrobiłem. Należy jednak zaznaczyć, że Torchlight III wciąż jest w fazie wczesnego dostępu na Steam, a jego premierę zaplanowano na przyszły rok, więc pewne elementy mogą jeszcze ulec zmianie.

Niemniej gra jest kompletna i obecnie chodzi raczej o wyłapanie błędów i usunięcie ich przed oficjalnym debiutem, szczególnie że jej twórcy mieli sporo czasu na to, żeby nieco zardzewieć - od premiery poprzedniej odsłony serii minęło już 8 lat, oryginalnego studia nie ma, a jego pracownicy musieli zebrać się pod nowym szyldem, a mianowicie Echtra Games. 

No to do dzieła! Po włączeniu gry decydujemy, czy chcemy grać online czy offline (a raczej będziemy decydować po premierze, bo na razie działa tylko bramka numer 1), a później oglądamy filmik wprowadzający, z którego dowiadujemy się nieco na temat fabuły. Najodważniejsi bohaterowie ze wszystkich stron świata przybywają, by pokonać zagrażające ludzkości hordy przeciwników skażonych magiczną mocą pewnego kryształu… bla, bla, bla.. jak na hack’n’slash przystało idziemy się bić!

Najpierw trzeba jednak zdecydować, kogo poprowadzimy do walki, bo do wyboru są 4 klasy postaci (każda do wyboru w wersji męskiej oraz żeńskiej i odpowiadająca gatunkowym stereotypom): strzelec wyborowy, mag, steampunkowy metalowy robot albo napakowany heros z młotem. Każda z nieco innym zestawem umiejętności i predyspozycji, ponownie wspierana przez wiernego towarzysza (tym razem do wyboru pies, lama i sowa), przydatnego do kąsania przeciwników po kostkach i sprzedawania w mieście nadmiaru ekwipunku, kiedy znowu usłyszymy magiczne “jesteś przeciążony”. 

Torchlight IIITorchlight III Daniel Góecki

Teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko zanurzyć się w rozgrywce, która już od pierwszych chwil przynosi wrażenie deja vu, bo w Torchlight III praktycznie nic się nie zmieniło! Ponownie otrzymujemy klasyczny hack’n’slash z widokiem izometrycznym, na początek zostajemy wrzuceni w środek atakowanej lokacji, czyścimy ją z wrogów, mieszkańcy wiwatują na nasz widok, łapiemy zadanie i lecimy ratować kolejnych niewinnych, czytaj: zabijać kolejne potwory, z których wypada tona ekwipunku i złota.

I choć można było się tego spodziewać, to mimo wszystko taki powrót do przeszłości był dla mnie sporym zaskoczeniem i niewiele daje tu nawet zmiana otoczenia, bo miejsce podziemi zajęły otwarte zielone tereny (a przynajmniej na początku, bo jaskini i obowiązkowych w grach wideo pająków też nie zabraknie). 

Idziemy więc przed siebie dziarskim krokiem z chowańcem u boku, ja nie mogłem się oprzeć lamie, co krok unicestwiając duże grupy goblinów, szczurów, kościotrupów czy zombie, zbierając coraz lepsze elementy ekwipunku i wbijając kolejne poziomy, dzięki którym możemy odblokować nowe umiejętności (standardowe, pasywne legendarne, pochodzące od reliktów i dla zwierzaka) i poprawić statystyki.

Torchlight IIITorchlight III Daniel Górecki

Co szybko dało się we znaki, to fakt, że na normalnym poziomie trudności bardzo trudno zginąć, nawet kiedy otoczą nas hordy wrogów - dopiero bossowie zaczynają stanowić większe wyzwanie, drenując nasze HP potężnymi atakami specjalnymi i przywołując dodatkowych popleczników (ale butelek też mamy mnóstwo, więc wszystko się wyrównuje). Osoby lubiące wyzwania powinny więc raczej wybrać wyższy poziom trudności, szczególnie jeśli planują wyruszyć na wyprawę razem z drużyną, bo inaczej szybko zaczną się nudzić. 

Po pewnym czasie czeka nas niespodzianka, bo okazuje się, że Torchlight III ma jednak jakieś nowości w zanadrzu i tym razem jest to budowa własnego fortu… oczywiście po tym, jak wyczyścimy to miejsce z wszędobylskich zielonych jegomościów. W tym momencie jasne staje się też jasne, dlaczego po drodze dostaliśmy możliwość okładania kamieni kilofem i ścinania drzewa - nic nie stawia się przecież za darmo i jeśli chcemy ozdobić nasz kawałek miejsca na ziemi, to musimy najpierw na to zapracować.

Torchlight IIITorchlight III Daniel Górecki

Co warto podkreślić, na miejscu możemy wybudować zarówno budynki i elementy typowo dekoracyjne, jak i bardziej przydatne, wpływające na rozgrywkę, jak choćby do tworzenia reliktów potrzebnych do zdobycia umiejętności specjalnych czy wzmacniania ekwipunku za pomocą zaklęć. Nie da się ukryć, że dla części graczy będzie to z pewnością świetna zabawa, szczególnie że w trybie multiplayer inni użytkownicy mogą odwiedzać nasz fort i korzystać z jego wyposażenia, więc każdy będzie chciał zaprezentować się jak najlepiej. 

Czy zmienia to diametralnie rozgrywkę i podejście do Torchlight III? Absolutnie nie, to jedynie miły dodatek urozmaicający, który zajmie nas na krótszą bądź dłuższą chwilę. Jeśli więc rozgrywka nam nie usiądzie, czyli nie będziemy w stanie zaakceptować tego, że niewiele się tu przez długie lata zmieniło, to gry nic nie uratuje. Nawet jedna z jej od zawsze najmocniejszych stron, czyli kolorowa bajkowa oprawa graficzna z przymrużeniem oka, która nie zawodzi i tym razem. Szczególnie w kontekście projektów części przeciwników, jak choćby goblinki czy bossowie, którzy z miejsca wywołują uśmiech na twarzy (przy postaciach mogło być lepiej, ale nie ma też powodów do wielkiego narzekania). W komplecie mamy też sympatyczną muzyczkę, która świetnie wywiązuje się ze swojej roli, więc oprawa audiowizualna to na pewno spory plus. 

Torchlight IIITorchlight III Daniel Górecki

No to powiew świeżości czy powrót do przeszłości, wracając do pytania postawionego w tytule? Zdecydowanie to drugie, chociaż mam pełną świadomość tego, że nie dla wszystkich będzie to zarzut, bo fani hack’n’slash naprawdę nie mają ostatnio lekko i z otwartymi ramionami witają każdą namiastkę dawnej świetności gatunku. Dla mnie powiewów świeżości jest tu zdecydowanie za mało, nie tego oczekuję po blisko dekadzie czekania na pełnoprawną odsłonę serii, więc jeśli Torchlight III w momencie premiery będzie wyglądał tak, jak obecnie, a zapewne tak właśnie będzie, to niestety nie znajdzie się dla niego miejsce w mojej kolekcji.

Nie będę jednak ukrywał, że wspomnienia robią swoje i tych kilku długich godzin spędzonych z grą z pewnością nie żałuję. Bez problemu zrozumiem też graczy, którzy zdecydują się poświęcić jej dużo więcej czasu, bo to przecież wciąż ten sam baśniowy Torchlight, którego pokochali.