Google dowiedziało się o wadzie w swoim produkcie w październiku 2018 roku i jeszcze w tym samym miesiącu ją załatało, ale zdaniem branżowych specjalistów mogła ona funkcjonować od 2015 roku, narażając mnóstwo użytkowników. Amerykański koncern twierdzi jednak, że żaden z deweloperów nie był świadomy tej podatności i najpewniej nie nastąpił żaden wyciek danych, ale użytkownicy nie do końca uwierzyli w zapewnienia Google, co przyczyniło się też do przyspieszonego procesu zamknięcia serwisu. Ba, nie minęły 2 miesiące, a usłyszeliśmy o kolejnym wycieku, w ramach którego w niepowołane ręce mogły dostały się nazwiska, maile, zawody i wiek użytkowników… 52.5 mln użytkowników!

I choć nie mówimy tu o wrażliwych danych, Google podjęło ostateczną decyzję i 2 kwietnia 2019 roku na dobre zamiotło Google+. Tyle że nie zamknęło to wcale kwestii potencjalnych wycieków, bo część użytkowników postanowiła bronić swoich praw, pokazując przy okazji innym gigantom, że nie są bezkarni i muszą lepiej chronić dane swoich klientów.

Właśnie dowiedzieliśmy się o finale sprawy, bo Google zdecydowało się zapłacić 7,5 mln USD w ramach ugody, dzięki czemu każdy, kto miał konto w serwisie między 1 stycznia 2015 roku i 2 kwietnia 2019 roku, może do 8 października złożyć wniosek o zadośćuczynienie.

I teraz najlepsze… trzeba dobrze przemyśleć, na co wydamy taki gruby hajs, bo biorąc pod uwagę liczbę użytkowników mogących ubiegać się o tę rekompensatę, na głowę przypadnie pewnie jakieś 12 dolców, które wypłacone będzie w listopadzie. Mówiąc krótko, zastrzyk gotówki zaraz przed Gwiazdką :)