Odłączony został dostęp YouTube, Messenger, Facebook, Instagram, WhatsApp i Viber. Nkt przebywający w Mińsku nie mógł skorzystać z tych serwisów. Wyobraźcie sobie zdziwienie turystów, którzy chcieli wrzucić do sieci Selfie lub porozmawiać ze znajomymi via internet. Myślę, że równie mocno zaskoczeni byli aktywiści antyreżimowi, którzy liczyli że wzorem Egiptu, uda się im informować świat za pośrednictwem social media.

Cel rządu Łukaszenki jest prosty – maksymalnie utrudnić aktywizację grup sprzeciwu wobec władzy oraz ograniczyć swobodę informacji o sytuacji w kraju.

Blokada internetu jest w zasadzie uzupełnieniem doktryny Cara Białorusi, która dopuszcza sprzeciwy przeciw władzy o ile dzieją się one daleko od stolicy, a więc obce media mają do nich ograniczony dostęp, a wiadomo, że publiczne nie będą tego pokazywać.

Powiecie pewnie, że reżim może wszystko. Jednak wiele krajów ma podobne możliwości. Także Polska. W naszym prawie istnieje zapis o „ograniczeniu niektórych usług telekomunikacyjnych“, które prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej może wydać w razie „szczególnego zagrożenia”. Co prawda nigdy tego nie użyto, ale w teorii możliwości są.