I choć ten jest już powszechnie rozpoznawalny i szkoda go zmieniać, to Netflix doszedł do wniosku, że 3 sekundy to zdecydowanie za krótko, żeby nadawało się do kina i postanowił nieco rozszerzyć jego zakres. A wybrał do tego zadania nikogo innego, jak Hansa Zimmera, legendarnego już kompozytora ścieżek dźwiękowych do takich hollywoodzkich hitów, jak Gladiator, Incepcja czy Mroczny rycerz.

To właśnie on stworzył dłuższą wersję słynnego dżingla, którą można będzie usłyszeć przed kinowymi i festiwalowymi pokazami filmów wyprodukowanych przez Netflixa. 

A tych z pewnością będzie coraz więcej, bo dłuższe formy platformy spotkały się z ciepłym przyjęciem i regularnie walczą o najważniejsze branżowe nagrody, w tym Oscary.

Po niezbędnych zmianach dźwiękowy podpis Netflixa trwa teraz 16 sekund i jak można się było spodziewać po Hansie Zimmerze... jest w jego epickim stylu. Przy okazji najnowszego odcinka podcastu Twenty Thousand Hertz dowiedzieliśmy się też nieco więcej na temat procesu powstawania pierwotnego dżingla. 

Teraz jest już on rozpoznawalny na całym świecie i trudno wyobrazić sobie, by brzmiał inaczej, ale… podobno mógł kończyć się meczącą kozą! Wiceprezydent Netflixa, Tod Yellin, ujawnił bowiem, że zadanie stworzenia odpowiedniego dźwięku dostał nagrodzony Oscarem montażysta dźwięku Lon Bender, który miał dostarczyć coś zapadającego w pamięć.

Podobno próbował on wielu różnych dźwięków, w tym otwierających się drzwi czy dziwnych instrumentów, a jedna z finałowych wersji obecnego “ta dam” kończyła się krzyczącą kozą i bardzo podobała się szefostwu. Z pewnych oczywistych względów ostatecznie zaakceptowany dżingiel jest goat-free :)