W ostatnich tygodniach coraz częściej mówi się o tym, że w czasie pandemii koronawirusa jednym z największych problemów są śluby i wesela, które gromadzą dużo osób w jednym miejscu i to przez wiele godzin. Jakby tego było mało, w czasie zabawy podaje się też alkohol, przyczyniający się do “luzowania” oporów, a goście pochodzą najczęściej z różnych części kraju, więc wirus szybko może dotrzeć w różne zakątki. I gdyby to zależało od lekarzy, z pewnością wciąż mielibyśmy zakaz organizowania takich imprez, ale jak wiadomo w grę wchodzi także kondycja gospodarki i branży weselnej, która w normalnych warunkach generuje ogromne zyski. 

Co więcej, pandemia koronawirusa nie zmienia tego, że część osób chce po prostu zalegalizować związek, więc szukają takiej możliwości. I choć w naszym kraju sytuacja jest na tyle unormowana, że wizyta w urzędzie stanu cywilnego nie powinna być większym problemem (pozostaje tylko kwestia liczby osób obecnych podczas ceremonii), to w niektórych, jak Stany Zjednoczone, ryzyko jest wciąż ogromne. Dlatego też władze Nowego Jorku postanowiły dopasować się do nowej rzeczywistości i zmienić zasady obowiązujące w kwestii udzielania ślubów.

Gubernator Andrew Cuomo poinformował właśnie o wydaniu rozporządzenia wykonawczego, na mocy którego mieszkańcy stanu mogą otrzymać swoje akty ślubu zdalnie, a urzędnicy przeprowadzać ceremonie… przez wideokonferencje. Dziwne? Biorąc pod uwagę, że nowojorski urząd stanu cywilnego jest nieczynny od 20 marca i nie zapowiada się, by miał się w najbliższym czasie otworzyć, wydaje się to naturalnym ruchem, który pozwoli zdecydowanym osobom na zawarcie ślubu bez konieczności narażania siebie, rodziny czy urzędników (pewnie można byłoby też poczekać do końca pandemii, ale jeśli nie trzeba, to po co?). Mówiąc krótko, to kolejne potwierdzenie, że technologia ratuje nasze pandemiczne życie na wielu poziomach, a cyfrowe “tak” jest tylko jednym z nich.