Pewnie teraz zdradzimy się z tym, ile mamy już lat na karku, ale co tam… bardzo dobrze pamiętamy wszystkie generacje konsol od Sony i Microsoftu, a przy okazji jeszcze kilka nawet starszych gamingowych zdobyczy technologicznych, więc mamy naprawdę dobry ogląd sprawy :) Dlatego też pamiętamy, że koniec życia każdej generacji przynosi hity, o których mówi się jeszcze długo później (patrz: The Last of Us od Naughty Dog, co to była za gra!). Ba, najczęściej po lekkim liftingu trafiają również na sprzęt kolejnej generacji, ale tak naprawdę są sentymentalnym pożegnaniem i podsumowaniem możliwości technologicznych kilku ostatnich lat, bo jak wiadomo najlepsze produkcje trafiają w nasze ręce, kiedy deweloperzy poznają już platformę na wylot i potrafią wycisnąć z niej wszystkie soki. 

Takim właśnie tytułem w przypadku PlayStation 4 miało być Ghost of Tsushima, którego pierwsze zapowiedzi sprawiły, że zbieraliśmy szczęki z podłogi. Magiczny klimat feudalnej Japonii, połączenie samuraja i ninja w postaci głównego bohatera, przenikająca duszę muzyka i ta przepiękna oprawa graficzna, od której trudno było oderwać wzrok… była to z pewnością jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku, a przy okazji jedna z ostatnich produkcji ekskluzywnych na konsolę Japończyków, która miała pozamiatać nawet The Last of Us Part II.

Recenzja Ghost of TsushimaRecenzja Ghost of Tsushima Daniel Górecki

Ale czy teraz, kiedy obejrzeliśmy już napisy końcowe, towarzyszą nam takie same emocje? Czy Ghost of Tsushima faktycznie jest zwieńczeniem generacji, na jakie wszyscy czekaliśmy? A może ponownie lepiej było “kończyć” brutalną rzeczywistością w wykonaniu Naughty Dog? 

Do odpowiedzi na te pytania jeszcze wrócimy, bo teraz pora lepiej poznać nowe dzieło studia Sucker Punch, o którym wydawca pisał następująco: - Pod koniec XIII wieku imperium mongolskie unicestwiało całe narody w ramach swojej kampanii podboju Wschodu. Wyspa Tsushima to jedyne, co stoi na drodze pomiędzy Japonią kontynentalną a nadciągającą potężną flotą mongolską prowadzoną przez bezlitosnego i przebiegłego generała Khotun Khana.

Gdy wyspa płonie po pierwszej fali mongolskiego ataku, samurajski wojownik Jin Sakai zostaje jednym z ostatnich członków swojego klanu. Jin jest gotów podjąć wszelkie możliwe działania, aby chronić swój lud i odzyskać swój dom. Musi odłożyć na bok tradycje, które ukształtowały go jako wojownika, aby wymyślić nową ścieżkę - ścieżkę Ducha - i wziąć udział w niestandardowej walce o wyzwolenie wyspy Tsushima.

Mówiąc krótko, fabularnie gra jest spełnieniem marzeń wielu graczy, którzy od lat nie mogli się doprosić deweloperów o samurajską przygodę w dobrym stylu. Bo nie da się ukryć, że chociaż to temat wdzięczny, twórcy jakoś od niego stronili, a tu proszę - nie dość, że samuraj, to jeszcze ninja, a co więcej napędzany żądzą zemsty i patriotycznymi uczuciami wobec swojego domu. I pod tym względem naprawdę trudno grze coś zarzucić, postać Jina od początku jest wiarygodna i chętnie towarzyszymy mu w jego podróży przez Japonię, podczas której musi się wiele nauczyć o walce, przetrwaniu i moralności, a raczej konieczności odłożenia jej na bok, bo wojna rządzi się swoimi sprawami. Czasem podążamy więc za samurajskim kodeksem i wyzywamy wrogów na pojedynek, by udowodnić im swoją wyższość w sztuce władania kataną, a innym razem bez skrępowania po cichu wyrzynamy cały obóz, bo inaczej nie mielibyśmy szans. I choć początkowo takie zagrywki powodują wyrzuty sumienia, szybko przekonujemy się, że w niektórych sytuacjach cel naprawdę uświęca środki. 

Recenzja Ghost of TsushimaRecenzja Ghost of Tsushima Daniel Górecki

Wspomniane pojedynki zasługują zresztą na trochę więcej uwagi, bo zostały zrealizowane wzorowo i dostarczają dużą dawkę emocji. Z jednej strony czujemy, że nasza katana ma śmiercionośną moc, a z drugiej sami jesteśmy dosłownie na kilka cięć, a do tego przeciwnicy walczą w różnych stylach, więc musimy mądrze podejść do sprawy i korzystać z całego wachlarza dostępnych umiejętności. A do dyspozycji mamy 4 różne postawy, blok, unik, parowanie, mocne i słabe pchnięcia, łuk oraz całą gamę przydatnych gadżetów, jak talizmany, sztylety, bomby i inne ciekawostki, dzięki którym starcia są naprawdę ciekawe. Tyle że poza pojedynkami, które do tego wyglądają bardzo filmowo, wszystko to już gdzieś widzieliśmy. Kiedy gra się rozkręci, szybko przekonujemy się, że to trochę Wiedźmin 3, Assassin’s Creed i Far Cry w jedynym, ze wszystkimi ich wadami i zaletami, czyli punktami obserwacyjnymi, zbieractwem, odbijaniem obozów czy zadaniami pobocznymi sygnalizowanymi przez palące się ogniska. I nawet historia Jina i jego walki z najeźdźcą w pewnym momencie wydaje się jakaś taka dziwnie znajoma - ot, kolejny młodzian, który przeżywa maskarę i dorasta w przekonaniu, że nie jest tego godzien, jeśli odpowiednio na to nie zapracuje, najlepiej własną krwią i życiem... 

I gdyby nie to, że potyczki dodają całości wyjątkowego smaczku, pod względem rozgrywki można byłoby mówić o sporym rozczarowaniu - szczególnie jeśli spojrzymy na zadania poboczne, które może i starają się być czymś więcej, ale najczęściej ograniczają się do znajdź, zabij, przynieś, uwolnij itd. A że gra jest całkiem długa, zadań do wykonania i punktów do odwiedzenia mnóstwo, a rozwiązania fabularne przewidywalne, to po kilkunastu godzinach przychodzi znużenie… dla części graczy nie do pokonania (szkoda, że nie ma tu żadnych statystyk, bo chętnie przekonalibyśmy się, ilu graczy zobaczyło napisy końcowe Ducha). Z drugiej jednak strony… trudno oprzeć się magii wykreowanego przez Sucker Punch świata, który urzeka na każdym kroku :)

Recenzja Ghost of TsushimaRecenzja Ghost of Tsushima Daniel Górecki

Gra skrajności? Trochę tak, bo kiedy spojrzymy na otaczający nas baśniowy świat, to często zapominamy o wszystkim i dajemy się porwać niczym nieskrępowanej eksploracji. Kolorowe drzewa i liście tańczące w powietrzu, słyszalne z daleka wodospady, wzgórza porośnięte trawą i morzem kwiatów, zagajniki pełne tajemnic, zwierzęta żyjące własnym życiem czy kapliczki, do których prowadzą karkołomne ścieżki dostępne tylko dla najsprawniejszych śmiałków… a do tego ten klimatyczny wiatr w roli przewodnika, dzięki któremu nie czujemy, że ktoś prowadzi nas za rączkę, a jedynie subtelnie wskazuje odpowiedni kierunek. Do tego mamy też zmieniające się pory dnia i pogodę, dzięki czemu te same krajobrazy za każdym razem wyglądają inaczej, pokazując nam zupełnie różne oblicza - nic, tylko podziwiać, przy okazji słuchając, bo ten świat żyje również dzięki fenomenalnej ścieżce dźwiękowej! To zdecydowanie jedna z lepszych opraw audio, jakie kiedykolwiek można było usłyszeć w grach wideo i mówimy to z całą stanowczością. W odpowiednich miejscach spokojna i nastrojowa, a w innych pełna siły, groźby, zemsty i wszystkich innych emocji towarzyszących nam w walce. Wszystko to tworzy bardzo klimatyczną widowiskową całość w filmowym stylu, ale tak właśnie miało być - nie bez przyczyny w grze znalazł się przecież tryb kina samurajskiego, który przywodzi na myśl najlepsze dzieła Akiry Kurosawy.

Recenzja Ghost of TsushimaRecenzja Ghost of Tsushima Daniel Górecki

Podsumowując, ocena Ducha Cuszimy w kontekście końca obecnej generacji konsol nie jest łatwa, bo z jednej strony to gra z pięknie zaprojektowanym światem, który urzeka od pierwszej do ostatniej minuty gry, fenomenalną muzyką i w długo wyczekiwanym klimacie feudalnej Japonii, ale… no właśnie jest to paskudne ale. Pod względem rozwiązań gameplayowych to produkcja sprzed dobrych kilku lat, pełnymi garściami czerpiąca z dokonań innych ważnych gier tej generacji i choć zauważyć można tu wiele nowych mechanik, to najczęściej nie odgrywają one znaczącej roli (poza wspomnianym wiatrem-przewodnikiem, który miejmy nadzieję zainspiruje innych twórców). Nie da się więc zaklinać rzeczywistości i trzeba otwarcie powiedzieć, że najnowsze dzieło Sucker Punch to nie jest gra, jakiej oczekiwaliśmy po pierwszych prezentacjach. Materiały z 2017 roku prezentowały nierealny wręcz poziom oprawy wizualnej, dając nadzieję na coś wyjątkowego, co zostanie w naszej pamięci na lata. Tymczasem zamiast gry wybitnej dostaliśmy bardzo dobrą, o której po przejściu pamiętamy dosłownie przez chwilę… zdecydowanie krótszą niż w przypadku The Last of Us Part II.