Teraz, ponad 100 lat później, startup energetyczny o nazwie Emrod, chce zrealizować marzenie Tesli o bezprzewodowej transmisji energii. Firma z Nowej Zelandii nawiązała współpracę z jednym z głównych dystrybutorów energii w kraju, aby zbudować bezprzewodową infrastrukturę elektryczną, która jej zdaniem może dostarczać energię wydajniej niż tradycyjne metody.

Czytaj także: Gram w grę i niszczę środowisko? Konsole do gier to samo zło

System wykorzystuje serię anten transmisyjnych, przekaźników i prostownika odbiorczego. Ten ostatni, przekształca mikrofale w energię elektryczną. Jedynym ograniczeniem systemu jest to, że każdy przekaźnik i antena muszą „się widzieć". Jednak nawet przy takim ograniczeniu, Emrod twierdzi, że infrastruktura będzie kosztować ułamek tego, co system przewodowy.

Czytaj także: Maślanka. Oto 5 powodów, dla których nie może jej brakować w codziennej diecie

System transmisji jest podobno odporny na niekorzystne warunki pogodowe i atmosferyczne. Dopóki fizyczne struktury nie blokują widoczności, system powinien przesyłać energię elektryczną na tysiące kilometrów. Ta cecha sprawia, że idealnie nadaje się do przenoszenia energii z obiektów morskich lub podłączania wiatraka lub farmy słonecznej do sieci energetycznej.

Na razie nie wiadomo, kiedy system będzie używany. Emrod obecnie przeznacza zasoby na prace laboratoryjne, a próby terenowe spodziewane są po udoskonaleniu systemu.

Nie jestem specjalistą, ale zastanawiam się, jak system poradzi sobie z utrzymaniem jakości sygnału i stratami energii powstałymi podczas przesyłania.