Nie oszukujmy się, Xbox Series X/S nie jest najlepszą nazwą dla nowej generacji konsol Microsoftu, a poważne problemy mieli z nią również przedstawiciele koncernu przy różnych okazjach, ale z pewnością można ją odróżnić od Xbox One X/S. A może nie?

Doniesienia pojawiające się coraz częściej w różnych serwisach sugerują, że coś może być na rzeczy, bo jak się okazuje wiele osób pomyliło nazwy podczas składania zamówień. Zamiast nowiutkiego, świeżutkiego i pachnącego fabryką Xboxa Series X otrzymali oni Xboxa One X - oczywiście łatwo powiedzieć, że można było zwrócić uwagę na cenę i datę premiery, bo chyba nikt nie spodziewał się dostawy w 24h (premiera nowej generacji 10 listopada!) i ceny o jakieś 1000 PLN niższej niż sugerowane 2249 PLN, ale przedsprzedaż rządzi się swoimi prawami. 

Po pierwsze, nieco winy ponoszą tu niektóre platformy, jak np. Amazon, które chciały wykorzystać popularność nowych konsol do wyczyszczenia magazynów ze starych, więc dość agresywnie je reklamowało i to właśnie tu sprzedaż Xboxa One poszybowała w górę najbardziej (a nie oszukujmy się, większość graczy nie miała właśnie teraz w interesie zakupu tej wersji, bo ani to opłacalne przed nową, ani nie ma obecnie żadnej ważnej premiery czy wyprzedaży).

Po drugie, po kiepsko przeprowadzonej przedsprzedaży PlayStation 5, część graczy obawiała się, że zabraknie również nowych Xboxów, dlatego zakupu dokonywali bardzo szybko. I w sumie słusznie, bo jak się dowiadujemy w niektórych krajach Xbox Series X wyprzedał się szybciej niż PS5… na szczęście zdecydowana większość użytkowników będzie mogła zwrócić błędnie zamówione konsole, zgodnie z polityką platformy, tyle że już raczej nie mają szans na zakup nowego Xboxa w przedsprzedaży. Być może będą mieli więcej szczęścia w stacjonarnych sklepach w dniu premiery, trzymamy kciuki!