W ostatnich latach okazało się, że tzw. crunch, czyli wytężone, trwające wiele tygodni albo nawet miesięcy, prace nad daną grą, zakładające również ogromną liczbę nadgodzin i pracę w weekendy, są prawdziwą plagą branży. Wielu pracowników żaliło się na fatalne warunki, a nawet konieczność nocowania w miejscu pracy, byle tylko wydawca zdążył z premierą na czas, co jest trudne do zaakceptowania. Niemniej, im głośniej się o tym mówiło, tym więcej słuchaliśmy zapewnień, że najwyższy czas z tym skończyć i lepiej planować prace, żeby później nie gonić z terminami. Jednym ze studiów, które złożyło taką deklarację, było CD Projekt RED, którego przedstawiciel zapewniał, że pracują nad zmianami i traktowaniem pracowników bardziej po ludzku, co oznacza m.in. możliwość wzięcia dni wolnych, kiedy zajdzie potrzeba i bez obawe o to, że będzie to źle odebrane.

No cóż… mówić to sobie można, a kiedy okazuje się, że Cyberpunk 2077 po dwóch przesunięciach premiery wciąż nie jest gotowy i wisi nad nim ryzyko kolejnej obsuwy, Redzi muszą cofnąć swoje słowa i zmusić ekipę do pracy. W związku z tym zarządzono 6-dniowy tydzień pracy dla wszystkich pracowników studia, a co więcej mowa również o nadgodzinach i to wcale nie dobrowolnych. A przynajmniej tak wynika z maila reżysera gry i szefa studia, Adama Badowskiego, który pozyskał Bloomberg - możemy w nim przeczytać, że gra wciąż nie jest wolna od bugów i glitchy, dlatego firma nie ma innego wyjścia, jak tylko przejść na tryb overdrive: - Od dziś, całe studio jest w trybie overdrive, co oznacza typową ilość pracy i jeden dzień weekendu. Biorę na siebie całe zło tej decyzji. Wiem, że to stoi w opozycji do tego, co mówiliśmy o crunchu. Jest także w opozycji do tego, w co sam wierzyłem jeszcze chwilę temu, że crunch nigdy nie powinien być odpowiedzią. Ale wyczerpaliśmy już wszystkie inne sposoby nawigowania tą sytuacją.

Na szczęście CD Projekt RED ma zamiar wynagrodzić pracownikom ten czas i to nie tylko płacąc za standardowe nadgodziny, ale i standardowo oddając im do podziału 10% rocznych zysków, które według analityków wyniosą w tym roku ok. 520 mln USD, co może oznaczać premie w wysokości nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Te ostatnie sześć tygodni to już końcowy sprint przy projekcie, przy którym spędziliśmy sporą część naszego życia. Projekcie, którego dobro leży nam na sercu. Przeważająca większość naszego zespołu rozumie ten ostatni wysiłek, szczególnie w obliczu faktu, iż wysłaliśmy już grę do certyfikacji i każdy dzień wyraźnie przybliża nas do premiery gry, z której chcemy być dumni. Była to jedna z najtrudniejszych decyzji, jaką musiałem podjąć, ale z drugiej strony, każdy zostanie sowicie wynagrodzony za dodatkowe godziny pracy. Dodatkowo, tak jak w minionych latach, 10 procent rocznych dochodów firmy zostanie bezpośrednio rozdzielone między cały nasz zespół - czytamy w specjalnym wpisie Adama Badowskiego, tłumaczącego całą sytuację.