To nie jest dobry rok dla producentów filmowych i wydawców, którzy celują ze swoimi filmami w duży ekran, bo choć serwisy streamingowe mają się w najlepsze, to przez pandemię wizyty w kinach są albo niemożliwe, albo niezalecane. Dosłownie co chwilę słyszymy więc o kolejnych przesuwanych premierach, a najnowsza z nich to Diuna w reżyserii Denisa Villeneuve, która miała trafić na ekrany 18 grudnia tego roku. Niestety fani powieści Franka Herberta będą musieli uzbroić się w więcej cierpliwości, zdecydowanie więcej, bo jak informują niezależne źródła Collider i The Warp, klamka zapadła i debiut filmu został przesunięty o blisko rok, do 1 października 2021 roku. 

Informacje te docierają do nas dosłownie kilka dni po tym, jak Universal i MGM zdecydowały się na podobny ruch w przypadku nowej odsłony przygód Jamesa Bonda, bo Nie czas umierać trafi do kin dopiero 2 kwietnia przyszłego roku (to właśnie ta decyzja była podobno gwoździem do trumny amerykańskiej sieci kin Regal, która zdecydowała się tymczasowo zamknąć 536 swoich kin). Taki sam los spotkał również inny film Warner Bros, a mianowicie Batmana z Robertem Pattinsonem, który zamiast w październiku przyszłego roku, będziemy oglądać w marcu 2022 roku. 

I choć są jeszcze większe produkcje, które wciąż mają tegoroczną datę debiutu, jak pixarowy Soul czy Wonder Woman 1984, to można się spodziewać, że ostatecznie też zaliczą obsuwę. Szczególnie że wydawcy mają złe doświadczenia z tegorocznymi premierami - wystarczy tylko wskazać na Tenet Christophera Nolana, który w normalnych warunkach byłby pewnie jednym z największych tegorocznych hitów, a tak wypadł co najwyżej w porządku. Wyniki światowe były tu bardzo dobre, ale amerykański box office wołał o pomstę do nieba, czemu trudno się dziwić - w USA sytuacja pandemiczna wciąż była fatalna, więc ludzie nie chcieli niepotrzebnie ryzykować dla kilku godzin rozrywki.