Legendarny narrator wspomina swoje życie i opowiada o ewolucji życia na Ziemi, ubolewając nad zanikiem dzikiej przyrody i dzieląc się swoją wizją przyszłości. Sir David Attenborough daje gorzkie świadectwo tego, czego dokonaliśmy, dewastując świat wokół siebie, a jednocześnie mówi o przyszłości planety i odpowiada na pytanie, dlaczego musimy teraz działać, jeśli chcemy ocalić dziką przyrodę.

Dla proroków zagłady jest to ryzyko zawodowe, że właśnie wtedy, gdy rozprawiasz się z katastrofą czekającą za rogiem, świat zostaje zdeptany przez coś zupełnie innego.

To właśnie spotkało Attenborough, którego wielki, polemiczny film o kryzysie klimatycznym „Życie na naszej planecie” miał ukazać się wiosną, ale, podobnie jak wiele innych, został on wstrzymany z powodu pandemii koronawirusa. Wszedł do kin we wrześniu, żeby kilka dni później być udostępnionym w serwisie Netflix.

Był on wtedy zirytowany, że jego projekt został wykolejony przez chorobę, która „nie ma szczególnego znaczenia”.

Później przyznawał, że pandemia powoduje ogromne cierpienie – na różne sposoby. Jednak cały czas miał nadzieję, że może ludzie wyciągnął z tego wszystkiego wnioski, pomagające stanąć cywilizacji na nogi i ruszyć po globalnym zatrzymaniu. Być może jest nadzieja, że ludzie wyciągnął wnioski z sytuacji doświadczania wspólnego zagrożenia i poczucia, że wszyscy jesteśmy w nim razem. Być może zwiększy się zaufanie do nauki i skończy się czas nacjonalizmu. I to znakomicie wpisało się w jego film.

Można powiedzieć, że  siedemdziesiąt lat przytulania się do goryli górskich i szeptania dziesiątkom milionów widzów telewizyjnych o cudach świata przyrody, uczyniło z Attenborough swego rodzaju świeckiego świętego, najsłynniejszego przyrodnika wszechczasów, prawdopodobnie najbardziej zaufanego człowieka na Ziemi, naszego kronikarza i przewodnika po wszystkim, co cudowne i piękne na planecie, na której żyjemy.

Tak więc, kiedy Sir David Attenborough mówi, że mamy przerąbane – to mamy przerąbane.