Alex Hutchinson, dyrektor kreatywny Stadia Games i Entertainment's Montreal studio, wcześniej znanego jako Typhoon Studios, rozpoczął prawdziwą burzę swoją wypowiedzią komentującą usunięcie z archiwum Twitcha wielu streamów, w których doszło do użycia muzyki chronionej prawem autorskim: - Streamerzy martwiący się o usunięcie swojego kontentu z powodu użycia muzyki, za którą nie zapłacili, powinni być w zasadzie bardziej zmartwieni faktem, że streamują gry, za które również nie zapłacili. Wszystko zniknie, kiedy wydawcy zdecydują się z tym walczyć. Prawda jest taka, że streamerzy powinni płacić deweloperom i wydawcom za gry, które streamują - twierdził. Powinni kupować licencję jak w przypadku każdego legalnego biznesu i płacić za zawartość, z której korzystają - twierdzi.

I nie da się ukryć, że jest w tym trochę racji, bo streamerzy zdaniem niektórych osób znacząco wykraczają poza uzasadnione użycie dzieła chronionego prawem autorskim. Tyle że… wielu z nich żyje w prawdziwie symbiotycznych związkach z twórcami i wydawcami, bo na tym niepisanym układzie zyskują obie strony. Co prawda ujawnianie przez streamerów fabuły gier liniowych może znacząco obniżyć ich sprzedaż, ale z drugiej strony mamy wszystkie produkcje online, które tylko zyskują na takich gwiazdach, jak Ninja. 

Mówiąc krótko, szybko okazało się, że Hutchinson spotkał się raczej z krytyką niż głosami przyznającymi mu rację, co jak sam twierdzi jest dla niego ogromnym zaskoczeniem. - Zdumiewa mnie, że ludzie są źli na kogoś, kto twierdzi, że twórcy treści powinni mieć możliwość zarabiania na innych osobach, które czerpią z tych treści korzyści - dodaje. Co najciekawsze, racji nie przyznaje mu nawet samo Google (nawet jeśli po cichu tak myśli), do którego należy Stadia i koncern zapobiegawczo zdecydował się na szybkie ucięcie spekulacji: - Ostatnie wpisy Alexa Hutchinsona (...) nie odzwierciedlają zdania Stadia, YouTube czy Google. A Wy co o tym sądzicie?