A to za sprawą najnowszej odsłony przygód Crasha Bandicoota, na którą musieliśmy trochę poczekać, bo choć postać rudego jamraja była ciągle obecna w gamingowej kulturze, to główne odsłony z numerami 3 i 4 dzieli aż… 22 lata! I co prawda w 2017 roku na rynku ukazała się część zatytułowana Crash Bandicoot N. Sane Trilogy, czyli remaster trzech pierwszych odsłon w wykonaniu studia Vicarious Visions (przypominamy, że pierwotnie odpowiadało za nie studio Naughty Dog, które obecnie robi zdecydowanie “doroślejsze” gry), to gracze z niecierpliwością czekali na coś zupełnie nowego. I jest… najwyższy czas, chciałoby się powiedzieć - Crash Bandicoot 4 wskoczył do napędu naszego Xboxa One i wcale nie chciał z niego wyjść!

 

Jak zawsze w przypadku takich kultowych marek, które wracają po latach, istnieje wiele obaw, bo zmieniły się czasy, nawyki graczy, platformy i przede wszystkim same gry. W tym konkretnym wypadku mamy jeszcze inne studio, choć to akurat trudno uznać za minus, bo Toys for Bob to naprawdę utalentowana ekipa. Najpierw pomogła przywrócić do życia smoka Spyro, a później  wspomniane N. Sane Trilogy, więc znało dobrze Crasha, a do tego jako debiutanci w głównej serii mogli wnieść do gry coś świeżego. I dokładanie tak się stało, bo Najwyższy Czas to dobrze wyważone połączenie tego, co w grze kochamy najbardziej i nowych rozwiązań, które nieco uwspółcześniają produkcję, czyli bohater wciąż zajmuje się tym, co robi najlepiej, ale nauczył się kilku nowych sztuczek.

Jeśli chodzi o rys fabularny, to Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas podejmuje wątki, które kończyły trzecią odsłonę, czyli mówiąc w dużym skrócie Uka Uka, Neo Cortex i Nefarious Tropy, uwięzieni po swojej ostatniej porażce, podejmują próbę ucieczki z międzywymiarowego więzienia. Po wielu nieudanych podejściach w końcu udaje im się stworzyć wyrwę w czasie i przestrzeni, która okazuje się nie tylko opcją powrotu, ale i połączeniem z resztą multiwersum… czyli szansą podbicia wszystkich wymiarów, której po prostu nie można nie wykorzystać. Na szczęście Aku Aku, brat bliźniak Uka Uka, wyczuwa, że coś się święci i wzywa na pomoc Crasha i Coco - uniwersum po raz kolejny potrzebuje ratunku!

Crash Bandicoot 4: Najwyższy CzasCrash Bandicoot 4: Najwyższy Czas Daniel Górecki

I w sumie to wszystko, co trzeba wiedzieć, więc gracze, którzy po raz pierwszy sięgają po przygody Crasha, nie muszą się obawiać, że coś im umknęło i mogą bez obaw chwytać za pada (ewentualnie zagrać w N. Sane Trilogy, po które naszym zdaniem i tak w końcu sięgną, bo po przejściu 4 z pewnością nie będą mieli dość). Co warto podkreślić, Coco jest w pełni grywalną postacią, więc jeśli tylko chcemy, możemy dowolnie wybierać między nią a Crashem przed rozpoczęciem każdego poziomu. A jakby tego było mało, to na późniejszych etapach czeka nas wcielanie się również w innych bohaterów, a raczej antybohaterów, bo przyjdzie nam pokierować również losami tych złych. Nie będą to wprawdzie długie przygody, ale każda z takich postaci “prowadzi” się nieco inaczej i dysponuje unikatowymi zdolnościami, więc to naprawdę sympatyczna odskocznia.

Poza tym, Crash Bandicoot 4 to wciąż trójwymiarowa platformówka, której poziomy przemierzamy wykonując karkołomne skoki nad przepaściami, kręcąc piruety, unikając wszechobecnych pułapek, tłukąc wrogów i… po kilkanaście razy próbując dostać się na tę małą platformę, którą przecież mamy już idealnie wymierzoną, starając się przy tym zebrać jak najwięcej jabłuszek :) Tak, nowa część jest pod tym względem dokładnie taka sama jak poprzednie i każda szanująca się gra platformowa, czyli stanowi dla nas wyzwanie i miejscami piekielnie irytuje, ale jednocześnie włącza nam syndrom “jeszcze tylko jedna próba” (z której robi się środek nocy) i daje mnóstwo satysfakcji, kiedy już ukończymy poziom, który pokonał nas tak wiele razy.

Crash Bandicoot 4: Najwyższy CzasCrash Bandicoot 4: Najwyższy Czas Daniel Górecki

I całe szczęście, bo w nowej odsłonie wpadki zdarzać będą się nam naprawdę często, a to ze względu na nowe zdolności bohatera - częściowo wynikają one z projektu poziomów, bo teraz Crash potrafi dodatkowo bujać się na linach i ślizgać po szynach (ta ostatnia tak idealnie wpisuje się w tę grę, że aż trudno uwierzyć, że wcześniej nie było w niej tego elementu), a częściowo z umiejętności oferowanych przez Maski Kwantowe. To porozrzucane po świecie potężne artefakty, dzięki którym nasz rudy sierściuch potrafi na przykład biegać po ścianach, manipulować grawitacją albo sprawiać, że część elementów otoczenia znika, a inne się pojawiają. 

Crash powrócił w wielkim styluCrash powrócił w wielkim stylu Daniel Górecki

Do tego mamy jeszcze starcia z bossami (już pierwsze, w którym w rytm ciężkich gitarowych brzmień pokonujemy szalonego perkusistę, jest po prostu genialne!), dodatkowe poziomy 2D, do których dostęp uzyskujemy ze specjalnych platform ze znakiem zapytania, levele odblokowywane w ramach taśm retrospekcyjnych czy pojawiające się od czasu do czasu karkołomne, przez co znienawidzone przez część graczy, sekcje up-down, w których uciekamy (pieszo albo w specjalnych kulach) przed goniącymi nas przeciwnikami czy elementami otoczenia. Jeśli jednak nie należycie do najbardziej cierpliwych, to mamy dla Was dobre wieści, bo Toys for Bob przewidziało 2 style gry, tj. klasyczny, w którym mamy określoną liczbę żyć i po utracie wszystkich musimy zaczynać poziom od początku i nowoczesny, który złośliwie liczy nam wprawdzie zgony, ale pozwala za każdym razem wznowić grę od ostatniego checkpointa - tryby można zmieniać w czasie gry, co okazuje się czasami bardzo przydatne, bo chyba każdy ma choć jeden taki level, który za nic w świecie nie chce iść…

A tu najlepiej byłoby nie tylko go ukończyć, ale i zrobić to w dobrym stylu, z jak najwyższą oceną, bo to nie tylko satysfakcja, ale i realne korzyści w postaci nowych skórek dla głównych bohaterów, które można zdobyć tylko w ten sposób! Jak żyć… no jak? Patrząc na Crasha, szybko i pięknie :) 

Jeżeli mieliście okazję zagrać w odświeżoną wersję trylogii, to mniej więcej wiecie, czego się spodziewać, ale nie da się ukryć, że Najwyższy Czas został jeszcze bardziej odpicowany. Gra to po prostu kolorowa perełka, która zachwyca niemal na każdym kroku - poziomy są nie tylko świetnie zaprojektowane (choć czasami będziemy przeklinać pracę kamery, przez którą naszemu bohaterowi wyrosną anielskie skrzydełka), ale wręcz żyjące własnym życiem - pełne szczegółów, mieszkańców i zachęcające do zwiedzania. Do tego mamy też przyjemną oprawę audio, która uprzyjemnia przygodę, a miejscami przypomina “muzyczne” poziomy z innych platformowych zręcznościówek - do dziś w głowie wybrzmiewa nam Black Betty z Rayman Legends… Whoa, Black Betty Bam-ba-lam!

 

Podsumowując, Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas to świetna kontynuacja uznanej serii, która odświeża dobrze znany gatunek i pokazuje, że wciąż jest na niego miejsce w branży gier. Ta kolorowa, pełna wyzwań przygoda to świetna zabawa dla każdego, kto ma wystarczająco dużo cierpliwości, by nie cisnąć padem w telewizor, kiedy po raz piąty, dziesiąty czy dwudziesty nie uda się wykonać karkołomnego skoku, uniknąć pułapki czy pokonać wyjątkowo irytującego przeciwnika :) My ciągle jeszcze walczymy o coraz lepsze wyniki na ukończonych poziomach i wciąż nie możemy się pozbyć syndromu “jeszcze tylko raz”, a to chyba najlepsza rekomendacja. Polecamy!