Czwarty sezon The Crown to czasy Żelaznej Lady. Królowa wprowadza na stanowisko premiera pierwszą kobietę w dziejach Wielkiej Brytanii i to nie byle jaką - Margaret Thatcher, której nieugięta polityka wyprowadziła ten kraj z kryzysu i uczyniła na nowo mocarstwem. Czwarty sezon obejmuje okres od roku 1979 do 1990, a więc dokładnie tyle ile swoje rządy sprawowała pani premier, ale także czasy w których na skostniałym dworze królewskim, zakwita niespodziewany kwiat młodej, tryskającej energią Diany. I muszę powiedzieć, że nowy sezon skradły dwie kobiety. Z jednej strony zasadnicza, pracowita i zdyscyplinowana Margaret Thatcher, a z drugiej delikatna i dziecinnie niewinna Diana. Obie role zostały zagrane koncertowo i doskonale uzupełniły jak zawsze cudownie odtwarzaną postać Elżbiety II.

Księżna Diana i książę Karol w 'The Crown' i w rzeczywistościKsiężna Diana i książę Karol w 'The Crown' i w rzeczywistości Des Willie / Des Willie/Netflix/ East News

Dziesięć godzin nowej serii zostało wypełnionych opowieścią o bardzo ważnych wydarzeniach politycznych i społecznych. Tym razem Wielka Brytania zmaga się z IRA, walczy o Falklandy i toczy nie mniej ważną bitwę o rekonstrukcję gospodarki. Oczywiście wielkie wydarzenia splecione są, jak zwykle, z  losami rodziny królewskiej i ich prywatnymi sprawami (o ile o takich można w ogóle mówić).

Dwór się zmienia. A może inaczej… Zmienia się nasze spojrzenie na tworzących go ludzi. O ile wcześniej mogliście mieć wątpliwości co do ich inteligencji, jakości wykształcenia, moralności i generalnie wartości, to teraz raczej przestaniecie je mieć. Maski spadają, robi się bardzo chłodno, bezwzględnie, a dworzan zobaczymy jako „chamską elitę” – jak to określa ich Thatcher.

Kadr z 4. sezonu serialu Netfliksa 'The Crown'Kadr z 4. sezonu serialu Netfliksa 'The Crown' Mat. pras. Netflix/Des Willie

Nawet książę Karol, którego po poprzednim sezonie mogliśmy polubić, a nawet współczuć, przeistacza się w księcia pasującego idealnie do bezwzględnej, wyrachowanej i zimnej jak ryby rodziny.

W czwartym sezonie The Crown na pierwszy plan wysuwa się trio postaci: Elżbieta II, tradycyjnie znajdująca się w centrum wydarzeń produkcji oraz nie mniej ważne, a czasami nawet przytłaczające postać królowej, dwie nowe, zupełnie różne bohaterki, czyli Żelazna Dama oraz Królowa Ludzkich Serc.

'The Crown 4': Gillian Anderson jako Margaret Thatcher'The Crown 4': Gillian Anderson jako Margaret Thatcher fot. Netflix

Gillian Anderson, daje tutaj popis swoich możliwości. Rola Margaret Thatcher to prawdziwa kreacja. Zagranie tej charakterystycznej postaci, oddanie ekspresji, dziwacznego momentami zachowania, sposobu poruszania się i mówienia, to wielkie wyzwanie aktorskie. Anderson weszła w te rolę perfekcyjnie, stała się Żelazną Damą. Myślę, że aktorka dojrzewała do niej latami i rola  nadeszła we właściwym czasie.

Na drugim biegunie jest Emma Corrin, grającą 18-letnią Dianę Spencer. Nie podejmę się wyliczenia ile filmów i seriali o Dianie powstało od jej śmierci, ale jestem pewna, że ta aktorka jest doskonała. Przede wszystkim Emma Corrin jest niezmiernie podobna do Lady Di, a po wtóre ma mnóstwo wdzięku typowego dla uwielbianej Diany. Aktorka rewelacyjnie uporała się z tą rolą.

Księżna Diana w 'The Crown'Księżna Diana w 'The Crown' Des Willie / Des Willie/Netflix

Tym razem scenarzyści zrobili coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Historię Anglii oglądamy oczami i z perspektywy dwóch, wymienionych wyżej bohaterek. Każde ujęcie jest oczywiście odmienne, jak odmienne są ich zadania i losy, ale też zupełnie inne niż tradycyjny ogląd sytuacji, typowy dla Elżbiety II, która mimo lat trwania na tronie, wydaje się być całkowicie oderwana od rzeczywistości.

Powtarzam to wielokrotnie, ale przypomnę się jeszcze raz – The Crown to nie jest serial dla każdego. Jeśli szukacie łatwiutkiej rozrywkowo podanej sagi o królowej i pałacowych skandalach, to nie ten adres. Natomiast jeśli lubicie spokojnie rozwijającą się akcję i smakowanie dziejów, to jak najbardziej. W czwartej serii, znakomicie odnajdą się również miłośnicy Diany, bo młoda aktorka, która przyjęła na swoje barki zagranie tej roli, spisała się rewelacyjnie. No i Gillian Anderson, która jest jak wino i z roku na rok, aktorsko cudownie dojrzewa. 10 godzin nowego sezonu to prawdziwa uczta dla wielbicieli serialu The Crown.