Trudno powstrzymać się od uśmiechu, kiedy firma Marka Zuckerberga oskarża kogokolwiek o problemy z prywatnością i wykorzystywanie dominującej pozycji, bo mamy przecież do czynienia z gigantem, którego oskarża się o dokładnie to samo. 

W zeszłym miesiącu koalicja połączonych sił obywatelskich i organizacji walczących o prawa człowieka, w tym Electronic Frontier Foundation, Amnesty International i Human Rights Watch, wysłała do CEO Apple, Tima Cooka, list wyrażający rozczarowanie decyzją firmy w sprawie opóźnienia pełnej implementacji funkcjonalności iOS zapobiegających śledzeniu użytkowników. Te miały wymagać od deweloperów aplikacji na ten system mobilny dostosowania się do nowych zasad, w tym jasnego komunikowania, jakie informacje o użytkownikach zbierają i w jakim celu. Skąd zatem decyzja o przesunięciu wprowadzenia tej opcji? 

Apple postanowiło wytłumaczyć, że chodzi tylko i wyłącznie o dobro twórców oprogramowania, którzy muszą dostać więcej czasu na dostosowanie się do nowych zasad. Niemniej, na początku przyszłego roku ma się to zmienić, a deweloperzy będą musieli nie tylko pytać o pozwolenie na śledzenie poczynań użytkowników na stronach i w aplikacjach, ale i udostępnić opcję samodzielnego wyłączenia śledzenia przez użytkownika. Na pierwszy rzut oka wygląda to faktycznie jak dbałość o dobro użytkowników, którzy coraz częściej skarżą się na to, że są śledzeni przez aplikacje na smartfony, ale Apple postanowiło w swoim uzasadnieniu pośrednio “zaatakować” tu innych gigantów technologicznych, w tym Facebooka. 

To wciąż ta sama narracja w stylu Tima Cooka, czyli media społecznościowe są złe do szpiku kości i muszą być regulowane, jako że ich obietnice nigdy nie zamieniają się w realne działania. I choć coś faktycznie jest tu na rzeczy, bo Facebook głośno mówił o swoim niezadowoleniu z planów Apple, ale z drugiej strony trudno się dziwić przy prognozowanym 40% spadku dochodu! Teraz zaś firma Marka Zuckerberga idzie krok dalej, oskarżając Apple o wykorzystywanie nowych zasad do umacniania swojej dominującej pozycji i stosowanie ich tam, gdzie firmie wygodnie:

Wykorzystują swoją dominującą pozycję rynkową, żeby chronić swoją własną kolekcję danych, podczas gdy rynkowi konkurenci zostają pozbawieni dostępu do nich (...) Twierdzą, że chodzi o prywatność, ale chodzi o zyski - możemy przeczytać.

Nie da się ukryć, że brzmi to całkiem logicznie, więc można się spodziewać, że to dopiero początek całej sprawy, w której my walczymy o swoją prywatność, a giganci starają się jak najlepiej zarobić.