Francja wstrzymała pobieranie podatku na początku tego roku po reakcjach rządu USA i groźbach podwyższenia ceł handlowych ze strony administracji Trumpa. Sprawa trafiła do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Żadna umowa nie została zawarta. W lipcu sekretarz skarbu Steve Mnuchin zażądał odroczenia negocjacji w związku z nową pandemią koronawirusa, ale europejscy urzędnicy zinterpretowali to jako taktykę przeciągania, mającą na celu zniszczenie wszelkich porozumień, które zostały dotychczas osiągnięte. Administracja Donalda Trumpa następnie zniweczyła rozmowy. Francuskie organy podatkowe wyznaczyły na grudzień termin wejścia w życie podatku, jeśli negocjacje okażą się bezowocne.

Problemem jest obecny globalny system podatkowy, w którym firmy zwykle płacą podatki tylko w krajach, w których księgują zyski. Jest to szczególnie kontrowersyjne, jeśli chodzi o technologię, branżę dojrzałą do unikania opodatkowania i gdzie firmom łatwo jest kierować zyski generowane w jednej jurysdykcji podatkowej przez raje podatkowe, takie jak Irlandia. Podatek w wysokości 3% dotyczy wszystkich usług cyfrowych, ale jest wyraźnie skierowany głównie do gigantów technologicznych, ponieważ mają go płacić firmy o przychodach 25 milionów euro (około 29,8 miliona dolarów) we Francji i 750 milionów euro (około 894 milionów dolarów) na całym świecie. Według Reutera ministrowie mieli nadzieję, że w tym roku podatek wyniesie około 500 milionów euro (około 596 milionów dolarów).

Jak poinformowało francuskie ministerstwo finansów, firmy podlegające podatkowi otrzymały już wezwanie do zapłacenia raty na 2020 rok. 

Czas nagli i wszyscy czekają na decyzję administracji Bidena, który mógłby szybko doprowadzić do zakończenia impasu. Jest to o tyle ważne, że w styczniu miałyby ruszyć cła odwetowe, ustalone jeszcze za prezydentury Trumpa.